LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Bohaterska postawa

0

Do lęborskiego ratusza zaproszono lęborczanina, który w ubiegłym roku w Jarosławcu wykazał się bohaterską postawą ratując tonącego w morzu mężczyznę. Burmistrz miasta wraz z komendantem powiatowym policji w Lęborku wręczyli Zbigniewowi Bednarskiemu listy gratulacyjne.

Lęborczanin Zbigniew Bednarski został doceniony za odwagę i udzielenie pomocy tonącemu w morzu mężczyźnie. W środę (6 marca) burmistrz Witold Namyślak wraz z komendantem powiatowym policji w Lęborku kom. Mariuszem Mejerem przekazali mieszkańcowi miasta listy gratulacyjne oraz zestaw upominków. Uhonorowany opowiedział o zdarzeniu, do którego doszło 19 sierpnia ubiegłego roku w trakcie jego pobytu w ośrodku sanatoryjno-wypoczynkowym w Jarosławcu.

Byliśmy z żoną na plaży zwanej przez miejscowych Dubaj – opowiada Zbigniew Bednarski. – Tego dnia pogoda była nieszczególna. Na pewno nie na pływanie. Silny wiatr i fale uderzały z taką siłą, że ludzi dosłownie zwalało z nóg. Dzieci, nawet kilkunastoletnie, były stamtąd zabierane. Chodziłem z innym panem po tej dzikiej niestrzeżonej plaży jak ratownik i radziłem ludziom, żeby zabierali dzieci. Znam morze, a tam jest jakieś 90 procent ludzi z południa kraju, którzy przyjechali nad morze. Nie znają warunków, morza. Nie znają na tyle wody. Ludzie posłuchali rady. Szedłem już do żony, która zostawiłem na kocu, gdy usłyszałem zza fal wołanie o pomoc. Myślałem, że się przesłyszałem.

Okazało się, że w morzu topili się mężczyzna i kobieta. Zbigniew Bednarski bez wahania podjął próbę ratowniczą. Sytuacja z sekundy na sekundę stawała się coraz trudniejsza. W pobliżu pojawiło się dwóch nieumiejących pływać młodych mężczyzn oraz jeszcze jeden mężczyzna, który wraz z lęborczaninem wskoczyli do morza. Ostatecznie przy pomocy parawanu udało się podjąć ze wzburzonych fal tonącego.

Ten mężczyzna poszedł pierwszy, a ja zaraz za nim trzymając koniec parawanu w ręku – relacjonuje Zbigniew Bednarski. – Drugi koniec kazałem trzymać tym dwóm mężczyznom, młodym chłopakom, gdzieś po dwadzieścia parę lat. Ten mężczyzna podebrał tonącego z jednej strony, a ja z drugiej i krzyknąłem do chłopaków: ciągnijcie. Przybiegło jeszcze trzech mężczyzn z pontonem dla dzieci. Ciągnęliśmy tego topiącego się, ale było bardzo ciężko, bo fala wciąż go zabierała. Doszliśmy do brzegu. Ten mężczyzna, który skoczył razem ze mną padł w wodzie. Musiałem też jemu pomóc wyjść z morza. W tym momencie biegnie kobieta i woła do nas: proszę uciekać stamtąd, proszę wychodzić! Jestem zawodowym ratownikiem medycznym. Dobiegła do nas, spojrzała na mnie i mówi: ty mi będziesz pomagał. Pierwsza zaczęła sztuczne oddychanie, resuscytację, a ja poprosiłem o suchy ręcznik i zacząłem wycierać tego mężczyznę. Drugim ręcznikiem go przykryłem i na zmianę z ratowniczką zaczęliśmy go „pompować”. Po którejś zmianie, kiedy ja akurat uciskałem jego klatkę piersiową, a ratowniczka trzymała rękę na pulsie, krzyknęła: mamy go! Mamy go! Dawaj! Mężczyzna się ocknął. Ratowniczka zaczęła rozmawiać z nim. Pytała, jak ma na imię, jak się nazywa. Mężczyzna coś bełkotał i nie mogliśmy go zrozumieć. Wtedy przyszła młoda kobieta i powiedziała, że to jest jej partner. Ona też się tam topiła. Potem się dowiedziałem, że było tam dwóch chłopaków, ale bali się po nią wejść. Na szczęście fala wyrzuciła ją na płytszą wodę. Potem, gdy powróciły w tym mężczyźnie czynności życiowe, na skuterze wodnym dotarł do nas WOPR i przejął całą akcję ratowniczą. Parę dni później, gdy ten człowiek wyszedł ze szpitala, przyszedł do nas do pokoju i zapytał, czy tu jest ten pan, który ich uratował. Powiedział, że w tamtym momencie drugi raz się narodził. Ma teraz drugie życie. Od tamtego momentu ma przyjaciela, no i do dzisiaj utrzymujemy ze sobą kontakt. Mężczyzna ma 68 lat i jest z Jarocina.

W spotkaniu w lęborskim ratuszu uczestniczyli także zastępcy burmistrza Jerzy Pernal i Teresa Ossowska-Szara, sekretarz miasta Marian Kurzydło, radny Krzysztof Świątczak oraz strażnik miejski Sławomir Olszewski. (opr. rkh)

Skomentuj