LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Rozpoznać dziecko

0

Słupski Teatr Lalki „Tęcza” pokusił się o spektakl adresowany do dzieci w wieku od dwóch lat, czyli tych, dla których doświadczenia teatralne były dotąd trudno dostępne. Taki krok zdawał się być ryzykowny, ale okazał się dużym sukcesem teatru. Ten sukces ma wymiar dwóch spektakli – jeden jest udziałem sceny, a drugi… dziecięcej widowni.

E-mollandia, bo taki tytuł nosi przedstawienie, jest umiejętnie połączonymi etiudami, którym nadano bardzo czytelne fabuły, tym samym także napięcie dramatyczne. Zbudowane na prostych zabawach – od wody po harmonię tańca – łatwo są identyfikowane przez dzieci z ich rzeczywistością. Tym bardziej, że wzbogacone są o emocje przejawiane przez każdego człowieka od najmłodszych lat. W kolejnych scenkach nie brakuje gniewu, zazdrości i smutku, ale przede wszystkim radości wynikającej z zabawy. Doskonale podkreślają to aktorzy – Izabela Nadobna-Polanek, Anna Rau i Maciej Piotrowski – wyrazistą mimiką i gestami. Kontrastowe kolory wszystkich rekwizytów pomagają najmłodszym widzom skupić uwagę na scenicznych wydarzeniach. Szczególnie tych, które nacechowane są dużą dynamiką. Jeśli na chwilę zabraknie kolorów, na scenie dominującą rolę odgrywa spersonifikowana emocja, której łatwo się poddać – strach. Dodajmy, złagodzony ucieczką przed nim, a potem humorystycznym jego poszukiwaniem. Jest też w tym spektaklu czas na refleksyjne, wręcz marzycielskie poddanie się magii świateł. Jeżeli nawet te etiudy są nieco za długie i w większości małych odbiorców zaczynają wywoływać zniecierpliwienie i rozkojarzenie, to są wyjątkowo pożyteczne ze względu na… pobudzanie apetytu na kolejne przygody bohaterów. Nie mówiąc już o chwili oddechu dla wyjątkowo intensywnie grających aktorów.

Spektakl nie epatuje warstwą słowną ani tanią dydaktyką. Jest raczej lustrem dziecięcych doświadczeń werbalnych i społecznych w artystycznym wydaniu. Te lustrzane odbicia mają swoje pierwowzory. Zasiadają one na widowni i tworzą ten drugi spektakl, któremu można się przyglądać z równym zainteresowaniem. Wszystko, co jest dziełem wykonawców, spotyka się z natychmiastową reakcją odbiorców. Jej autentyzm wyrażany jest nie tylko śmiechem czy okrzykami, ale też poddawaniem się nastrojowi całym ciałem. Kołysanie się czy podrygiwanie w rym muzyki, naśladowanie, wprawianie w ruch liny razem z aktorami czy „pomaganie” im w budowaniu coraz wyższej wieży staje się równoległym teatrem. Tym bardziej interesującym, że przez każdego z małych widzów inaczej akcentowanym. Dla każdego z nich ważne są inne emocje i natychmiast sobą dają temu wyraz.

W ten sposób E-mollandia zmienia nieco adresata. Rzeczywistym stają się rodzice zainteresowani poznaniem swojego dziecka, lepszym jego rozumieniem i poszerzaniem płaszczyzny porozumienia z nim. Rodzice mają wyjątkową okazję, żeby przyjrzeć się reakcjom swojego dziecka w kontakcie ze sztuką, z działaniem artystycznym, obrazującym jego doświadczenia. Mogą bez trudu zaobserwować, które zachowania wywołują w dziecku określone emocje, które emocje są mu bliższe, a które obce. Ten spektakl skraca czasochłonne domowe obserwacje do 50 minut. W tym zagonionym świecie jest to bezcenne.

Autorami scenariusza E-mollandii są Szymon Michlewicz-Sowa (również choreografia) i Gabriel Gietzky, który spektakl reżyserował. Scenograficzną oprawę zapewniła Marta Kodeniec. Realizatorzy zadbali również o interesujący dobór oprawy muzycznej, czerpiąc nie tylko z muzykoteki klasycznej.

Ryszard Hetnarowicz

Skomentuj