LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Los pogorzelców

1

Pożar w budynku wielorodzinnym przy ulicy Stryjewskiego w Lęborku miał miejsce w miniony piątek (22 lutego). Sprawdziliśmy co dzieje się z pogorzelcami oraz czy budynek będzie nadawał się do zamieszkania?

Przypomnijmy. Ogień pojawił się pomiędzy stropem i pokryciem dachowym w jednym z budynków mieszkalnych przy ulicy Stryjewskiego w Lęborku. Przeprowadzona została ewakuacja 22 osób, w tym ośmiorga dzieci. Do nagłośnionego nie tylko przez lokalne media zdarzenia doszło 22 lutego. W tym budynku znajdowało się łącznie 9 lokali socjalnych. Poszkodowanym rodzinom zaproponowano schronienie w wydzielonych pokojach interwencyjnych w schronisku. Po kilku dniach od pożaru do naszej redakcji zgłosiła się grupa pogorzelców (z dwóch lokali na piętrze). Czują się oni zagubieni w zaistniałej sytuacji. Nie wiedzą czy obiekt będzie nadawał się do ponownego zasiedlenia czy zostaną im przydzielone inne lokale socjalne.

Po pożarze poszłam mieszkać do mamy – mówi pani Iwona, lokatorka budynku przy ulicy Stryjewskiego. – W poniedziałek zaproponowano mi w urzędzie miasta mieszkanie na Stryjewskiego 52, a potem, okazuje się, decyzja została wstrzymana. Czekają na decyzje elektryka i straży… Nie wiadomo, o co tu chodzi teraz. Śmierdzi, wszystko mam do wyrzucenia, bo u mnie nie jest zalane, ale jest zapach po spaleniźnie. No, ale pani dyrektor powiedziała, że mam czekać na decyzję, że jest wszystko wstrzymane i mam iść do pana burmistrza i z burmistrzem rozmawiać. Byłam dzisiaj, ale pan burmistrz, niestety, był zajęty, bo miał jakąś naradę i nie zostałam dzisiaj przyjęta.

Mieszkamy w MOPS-ie – informuje pan Przemysław. W dniu zdarzenia ja poszedłem do rodziców, narzeczona do babci, ale już następnego dnia zostaliśmy zarejestrowani w MOPS-ie i mieszkamy tam. Jakaś pomoc została udzielona, ale jest to pomoc doraźna. Propozycja była, ale lokal nie spełnia warunków do zamieszkania. Nie jesteśmy w stanie tam godnie żyć, anie jesteśmy też, że tak powiem potocznie, psami, żeby nas w jakiekolwiek budzie umieszczać. Tu są warunki do wychowywania dziecka, natomiast w tamtych warunkach niestety. Miasto, na chwilę obecną powiedziało, że można tutaj mieszkać, ale to nie są warunki do zamieszkania w tym spalonym budynku.

Boję się o życie swoje i dziecka – dodaje pani Krystyna, lokatorka budynku przy ulicy Stryjewskiego. – Córka dopiero rok skończyła. Boję się, że to wszystko po prostu się zawali.

Mieszkanie nie jest wprawdzie zniszczone, ale sam budynek jest zagrożeniem. Miasto mówi, że dach zostanie wyremontowany, ale zostaje jeszcze kwestia poddasza i zabezpieczenia tego wszystkiego. My nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy to przypadkiem nie runie – podsumowuje pan Przemysław.

Lokatorzy mają wątpliwości przede wszystkim, co do stanu technicznego obiektu. Pani Iwona nie może zrozumieć, dlaczego po pożarze było obiecane, że lokatorzy dostaną mieszkania, a nagle wszyscy się wycofują i twierdzą, że można mieszkać pod spalonym dachem.

Jeżeli ktoś chce mieszkać, to niech mieszka, a ja mam dla kogo żyć i nie chcę mieszkać na bombie – stanowczo stawia sprawę pani Iwona.

Do sytuacji odniósł się zastępca burmistrza Lęborka, Marian Kurzydło.

Z dziewięciu lokali mieszkalnych, które znajdują się w tym budynku cztery są nie do zamieszkania – informuje Marian Kurzydło. Uległy takiemu uszkodzeniu, że nadzór budowlany nie dopuścił do użytkowania. Wyremontowane musi być pokrycie dachowe, naprawione instalacje elektryczne. Po akcji gaśniczej trzeba dokonać wymiany okładziny na ścianach i elementów podłogowych. Dwa kolejne mieszkania wymagają interwencji związanej z podłogami, bo troszkę wody dostało się pod panele. Trzeba wymienić podłogi. Swoje czynności zakończyły policja, firma kominiarska, a prowadzą jej jeszcze elektrycy. Już teraz stwierdzili, że do części lokali można wejść i je zamieszkiwać.
Z informacji uzyskanych z lęborskiego ratusza wynika, że pięć z dziewięciu rodzin zgodziła się na tymczasowy pobyt w schronisku przy MOPS. Części z nich zaproponowano docelowo mieszkania w innej lokalizacji. Poszukiwany jest jeszcze odpowiedni lokal dla rodziny wielodzietnej.

Do czasu znalezienia takiego lokalu mają możliwość zamieszkiwania w mieszkaniu doraźnym w MOPS-ie – zaznacza wiceburmistrz Marian Kurzydło. Pozostałe osoby, jeśli wszystko ułoży się tak jak zaplanowaliśmy, w sobotę, a najpóźniej w poniedziałek, będą mogły wrócić do budynku na Stryjewskiego. (opr. rkh)

Dyskusja1 komentarz

  1. Rusz dup…do uczciwej pracy weź kredyt i kup mieszkanie na wolnym rynku a nie tylko biegać do władz miasta bo mi się należy! Poza tym nie kwalifikujecie się do socjalu bo chyba masz działalność? Za utracony lokal też nie było komu płacić bo po co? Bo mi się należy pod most! jak nie potrafisz o siebie zadbać a nie rodzinę zakładać PATOLOGIA!!!!

Skomentuj