LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Pamięć i tradycja

0

Pierwsze dni listopada są czasem odwiedzania grobów osób nam najbliższych, przyjaciół i znajomych. Skłania ku temu nie tylko święto upamiętniające wszystkich świętych, ale i bogata tradycja zaduszkowa korzeniami sięgająca zamierzchłych czasów pogańskich. Bez względu na kulturę i religię te dni łączyła zawsze pamięć o zmarłych i troska o zapewnienie ich duszom wiecznego spokoju.

Zanim listopadowe święta nabrały takiego kształtu, z jakim mamy do czynienia dzisiaj, musiały odejść w zaświaty setki pokoleń. To pamięć o nich, lęk przed nieuchronnością i ciekawość innego wymiaru niż oferuje nam „najlepszy ze światów” tworzyły potrzebę poszukiwania łączności pomiędzy światem żywych i tych, którzy odeszli. Charakterystyczne to było dla wszystkich kultur przedchrześcijańskich i tak głęboko zakorzenione w obyczajach, że nowa religia musiała to zaakceptować i nadać obrzędowi nowy kształt. Konsekracja w VII wieku rzymskiego Panteonu i późniejsze o dwa wieki ustanowienie święta Wszystkich Świętych przez swoją anonimowość nie zastąpiło czczenia pamięci imiennie znanych przodków. Zdał sobie z tego sprawę opat z Cluny, który pod koniec pierwszego tysiąclecia zasymilował pogańskie zaduszkowe zwyczaje. Ich chrześcijański wymiar w postaci odprawiania oficjum za zmarłych dotarł do Polski cztery wieki później, a następnie wzbogacony został o wypominki. Powoli zaczął zanikać także obyczaj „karmienia dusz”, czyli spożywania posiłków przy grobach i dzielenia się nimi ze zmarłymi, chociaż na Pomorzu jeszcze w XX wieku w noc z 1 na 2 listopada pozostawiano pokarm dla dusz na zewnętrznych parapetach okien. Niezmienne pozostało jedynie symboliczne zapalanie na grobach ogni, ale i w tym wypadku zmieniła się ich interpretacja. Płomyki przestały być drogowskazem dla ducha powracającego z tułaczki do swojego grobu i oczyszczającego się w ogniu ze swoich win, a stały się symbolem pamięci i światła życia wiecznego.

Nie inaczej będzie i w tym roku na słupskich i lęborskich cmentarzach. Słupski cmentarz przy ulicy Kaszubskiej liczy sobie ponad dwa wieki i należy do najstarszych i największych na Pomorzu. Po przedświątecznym, trwającym już od tygodnia sprzątaniu, na ponad 40 tysiącach grobów zapłoną znicze, ustawione zostaną kwiaty, a wokół nich zgromadzą się najbliżsi, by oddać cześć przodkom i ich wspominać. Słupszczanie pamiętają też o innych miejscach pochówków lub symbolicznie czczących ofiary dalekich tragedii. Kwiat i znicze pojawiają się każdego roku przy pomniku Matki Polski, poświęconym dzieciom i matkom, ofiarom epidemii tyfusu w 1944 roku. Płomienie rozświetlą też pomniki i mogiły jeńców wojennych różnych narodowości i robotników przymusowych rozstrzelanych w Słupsku w marcu 1945 roku. Zapewne nie zabraknie płomyków pamięci na zbiorowych mogiłach żołnierzy sowieckich, którzy polegli na tych terenach podczas wojennej zawieruchy. Symboliczne wspomnienie towarzyszyć będzie również ofiarom katyńskim i masowych mordów na Wołyniu.

Ogniki zniczy rozświetlą lęborski cmentarz parafialny, którego założenie przypadło wprawdzie na czas z górą 60 lat późniejszy niż słupskiej nekropolii, ale po epidemicznych pochówkach w XIX wieku długo był on nieużywany. Nawet w latach trzydziestych XX wieku lęborczanie niechętnie zgadzali się na grzebanie zmarłych w tym miejscu. Od lat pięćdziesiątych cmentarz powiększał się i teraz jest największą nekropolią w mieście, pozostającą w zarządzie parafii pw. św. Maksymiliana Kolbego. Pochowanych jest na nim wielu zasłużonych mieszkańców miasta, a szczególnym miejscem jest symboliczna mogiła dzieci utraconych. Podobna znajduje się na nowym cmentarzu w Słupsku, na którym jest już blisko 6 tysięcy grobów.

Pamięć żyjących towarzyszyć będzie też cmentarzom dawno zamkniętym, zapomnianym i pozostawionym działaniu czasu. Zapalając znicz swoim najbliższym, spójrzmy także nieco dalej. Może w zasięgu wzroku będzie grób zapomniany, zaniedbany… Rozniećmy i na nim płomień pamięci. (rkh)

Skomentuj