LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Z kim znaleźć? Poszukiwanie pierwsze

0

Coraz rzadziej mawia się, że „lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć”. A szkoda. Warto przypomnieć sobie to przysłowie chociażby w związku z wyborami, wszak kandydaci proponują nam znalezienie szczęścia pod ich światłym przewodnictwem. Na dodatek wymagają od nas niewiele. Wystarczy w odpowiednim miejscu postawić krzyżyk i otworzy się przed nami kraina mlekiem i miodem płynąca. Jak przystało na świadomego wyborcę, postanowiłem zastanowić się, z kim chciałbym tę ziemię obiecaną znaleźć.

Zacząłem od tych, którzy już mieli możliwość kształtowania miasta marzeń, czyli od komitetu wyborczego dwojga prezydentów. Lista ich sukcesów jest tak długa, że równie długa musiałaby być… lista niepowodzeń. W porę przypomniałem sobie, że w propagandowych wydawnictwach nie ma miejsca na skruchę i bicie się w piersi. Bo jak tu pisać, na przykład, o spadku przestępczości w kontekście… spadku liczby ludności, o większym poczuciu bezpieczeństwa w zestawieniu z niedziałającym monitoringiem czy o tegorocznym boomie inwestycyjnym, na który pieniądze spłyną – albo i nie – dopiero w latach następnych? Łatwiej cieszyć się ogłoszeniem miasta pępkiem świata – na przykład z powodu wizyty w Słupsku Joanny Krupy – i liczyć na to, że żaden przewrót kopernikański tej teorii nie zagraża.

Łatwiej też zaanonsować swoją moc i napisać, że trzeba stworzyć to czy tamto, czyli powołać do życia coś z niczego. Chociażby poradnię geriatryczną, nowoczesne sale dydaktyczne czy profesjonalne laboratoria. Pewien niepokój może budzić – że skorzystam z języka komitetowej propagandówki – stwarzanie poradni geriatrycznej, ponieważ proces ten połączony został ze stwarzaniem… minimum trzech specjalistów, a to może być tyle widowiskowe, co znacznie przekraczające długość jednej kadencji. Można byłoby jeszcze uwierzyć, że demiurgiczne moce drzemią w tym komitecie, bo przez cztery lata dawały one o sobie znać w stwarzaniu przez jego wodzów sukcesów Słupska wirtualnego, ale i tu pojawia się rysa. Na ile te sukcesy są oczywiste i trwałe, jeżeli teraz trzeba za ich prezentację słono płacić w mediach, bo same z siebie są trudno dostrzegalne? Może to tylko marzenia, i dlatego prezydencki komitet próbuje teraz przekonać mnie do życia… w mieście marzeń? Niech to pozostanie tajemnicą autorów radosnego stwarzania.

Kolejny komitet mógłby spokojnie zanucić znaną frazę: „tak bardzo się starałem”. Stanowił w dotychczasowej radzie siłę wiodącą i im bliżej końca kadencji, tym mocniej naprężał muskuły, by osłabić moce pierwszego w mieście demiurga. Niestety, częste kontakty z nim spowodowały, że i on zaraził się wirusem propagandy wirtualnego sukcesu…

Ale o tym przy okazji kolejnej rozterki. Zgubić czy znaleźć?

Ryszard Hetnarowicz

Skomentuj