LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Przerwany szlak

0

Trzeba jeszcze minimum roku, by kajakarze popłynęli Słupią do morza. Stanica w Ustce wprawdzie na nich czeka, ale barierę nie do pokonania napotkają w Słupsku. Ościenne gminy zrobiły swoje, a miasto do wspólnego zadania podchodzi ze stoickim spokojem.

Zabiegi o utworzenie szlaku kajakowego, który prowadziłby niemal od źródeł do ujścia Słupi, trwały wiele lat. W końcu udało się doprowadzić do tego, że znalazły się pieniądze na projekt „Pomorskie Szlaki Kajakowe – Słupią przez Równinę Słupską”. I to niebagatelne, bo prawie 2,4 miliona złotych. Wprawdzie blisko połowę kwoty dofinansowania musieli jeszcze dołożyć beneficjenci gminni ze środków własnych, ale z tym liczyli się od początku. Nic dziwnego, że z marszu przystąpili na własnym terenie do realizacji etapów tego zadania. Kajakarze płynący Słupią bez problemu mogą już zatrzymać się na kilku przystaniach. Ostatnio w Łosinie otwarta została nowa stacja na tym szlaku. W pełni wyposażona w zaplecze sanitarne i gospodarcze może również rzecznym wędrowcom służyć miejscem na nocny wypoczynek pod namiotem. Jest jak i gdzie wyciągnąć kajaki na ląd, a także ulokować na stojakach. Cały obiekt wyposażony jest w oświetlenie zasilane bateriami słonecznymi oraz monitoring. Gminę Kobylnica – lidera projektu – ta inwestycja kosztowała ponad pół miliona złotych.

Gotowa jest również meta tego szlaku. Ustka może poszczycić się stanicą kajakową, która od dawna była celem zabiegów stowarzyszeń turystycznych działających w regionie.

O ile pamiętam, w 2008 roku pierwszy raz pojechaliśmy do urzędu marszałkowskiego, a potem kilkanaście razy braliśmy udział w spotkaniach – wspomina Mieczysław Nycz, Klub Turystyki Rowerowej „Bezkres”. – Konsultowaliśmy przebieg, rodzaj stacyjek… To wszystko dotyczyło szlaku rowerowego R10 i pomorskich szlaków kajakowych. Tak więc czekaliśmy dziesięć lat.

Opłacało się czekać. Również ta stanica została kompleksowo wyposażona w zaplecza sanitarno-higieniczne i gospodarcze. Pojawiła się infrastruktura ułatwiająca wyjście kajakarzom na ląd i wyciągnięcie z wody sprzętu pływającego. Stanicą będzie opiekować się Ośrodek Sportu i Rekreacji w Ustce, który już oddelegował do niej pracownika. Pasjonatom turystyki wodnej trudno było ukryć radość.

Brak tego było – przyznaje Damian Nowak z Klubu Turystyki Kajakowej „Nurt”. – Jeżdżąc po innych miejscowościach, na inne rzeki, widzieliśmy dużo przystani kajakowych z ogromną infrastrukturą. Słupia u nas była zapomniana. Tym ważniejsza jest końcowa stacja, na której ludzie kończą siedmiodniowe spływy, bo tyle płynie się Słupią. Nie mieli gdzie się zatrzymać, skorzystać z toalety, rozpalić ogniska… Wszystko było na dziko, po macoszemu. W końcu mamy ten krok w stronę cywilizacji i Ustka otworzyła się dla wodniaków nie tylko od strony morza, ale też od rzeki.

Ustka otworzyła się i już myśli o rozbudowie swojej bazy, lecz cały szlak ma poważną… dziurę. Do końca terminu realizacji tego programu pozostały jeszcze dwa lata, więc Słupsk uznał, że ma dużo czasu na sfinalizowanie swojego zadania. Dopiero w tym miesiącu SOSiR ogłosił przetargi na budowę przystani i przenoski kajakowej przez śluzę łososiową. Jeśli znajdą się wykonawcy, kajakarze już na początku przyszłego roku będą mogli urządzić… zimowy spływ z wykorzystaniem nowej infrastruktury. W tym sezonie przez Słupsk nie przepłyną. Za to w przyszłym roku – jak dobrze pójdzie – to władze Słupska z dumą otworzą cały szlak. Znów będzie się czym pochwalić! (opr. rkh)

Skomentuj