LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Zatoczki sporów

0

Kolejny eksperyment drogowy czeka mieszkańców Słupska. W ramach próby na rok zlikwidowana ma być zatoczka autobusowa w alejach Sienkiewicza, a pojazdy przewoźnika zatrzymywać się mają na prawym pasie ruchu.

Eksperymentalna likwidacja zatoczki autobusowej w alejach Sienkiewicza to kolejny projekt, za którym stoi wiceprezydent Marek Biernacki. Już rok temu opowiadał się za likwidacją większości zatoczek w mieście, gdyż – jak wówczas twierdził – to jest trend ogólnoeuropejski. Przeciwstawiał się mu wtedy m.in. były prezydent miasta, a obecnie radny klubu Słupskiego Porozumienia Obywatelskiego Jerzy Mazurek. Jest on zdania, że pomysły przeszczepiane na siłę z wielkich miast zachodnich u nas się nie sprawdzają z kilku prostych przyczyn – małego obszaru miasta, a więc słabo rozwiniętej komunikacji zbiorowej i średniowiecznego układu ulic. Nie ma metra, szybkiej kolei miejskiej, tramwajów i trolejbusów, które w tych wielkich miastach znakomicie się uzupełniają.

Radny SPO przypomina, że w ubiegłym roku rada miasta jednoznacznie sformułowała swoje negatywne stanowisko w kwestii likwidacji zatok autobusowych. W ocenie Jerzego Mazurka wiceprezydent miasta Marek Biernacki z uporem maniaka wbrew radnym nadal jednak podejmuje działania zmierzające ku realizacji swoich pomysłów w zakresie zmiany funkcjonowania przystanków, m.in. na ulicach Piłsudskiego, Tuwima czy Sienkiewicza.

To jest po prostu nie do przyjęcia – mówi radny. – Nie tylko że łamane jest prawo, ale i są przecież zasady, które obowiązują: władza uchwałodawcza, czyli rada, podejmuje decyzje, a organ wykonawczy – pan prezydent i jego urzędnicy – są zobowiązani do wykonania tychże ustaleń.

Pomysł wiceprezydenta Marka Biernackiego nie podobał się zatem wielu radnym, którzy zagłosowali za klarownym sformułowaniem swojego stanowiska w tej kwestii, co też się stało. Stanowisko to, zdaniem radnego Jerzego Mazurka, ma moc uchwały. Tymczasem sprawa likwidacji zatok autobusowych wraca, niejako tylnymi drzwiami, bo tak chyba należy traktować ten eksperyment drogowy, który ma trwać rok.

Chcemy przede wszystkim zmieniać świadomość i spojrzenie na problemy miasta – mówi Marek Biernacki, zastępca prezydenta Słupska – a szczególnie jego centrum. Takie zachłyśnięcie się motoryzacją miasta zachodnioeuropejskie przeżywały kilkadziesiąt lat temu, my przeżywamy je dopiero dzisiaj. Ale trzeba zwrócić uwagę, w jakim kierunku to poszło w krajach i miastach rozwiniętych, gdzie zaczyna się zmieniać priorytety. Dzisiaj nie jest najważniejszy ten, który jeździ samochodem, który nie moknie, który ma wygodniej, tylko ten, który ma sytuację trudniejszą – pieszy, rowerzysta, osoba z niepełnosprawnościami, której ciężko się czasem przedostać w tłoku i ścisku, jak choćby na ulicy Sienkiewicza.

Zdaniem wiceprezydenta należy dążyć do tego, żeby mieszkańcy miasta rezygnowali z poruszania się po mieście własnymi samochodami i przesiedli się do komunikacji miejskiej. Jego zdaniem tzw. Zachód od kilkunastu lat odstępuje od motoryzacji indywidualnej ma rzecz zbiorowej i my też powinniśmy pójść tą drogą. W przypadku alei Sienkiewicza nie jest to może tak dokuczliwy problem, jak np. na Wojska Polskiego czy Jaracza. Dodajmy też, że w trakcie remontu ul. Kościuszki przewidziano tam dwa przystanki autobusowe w obie strony, przy czym w stronę ulicy Kaszubskiej, na wysokości domu pomocy społecznej bez zatoczki. Ostatecznie linię autobusową skierowano na ulicę Kilińskiego, a na Kościuszki do tej pory zostały wybrukowane miejsca na przystanki. To zmora mieszkańców ulic Sikorskiego, Krzywej i Jasnej, dla których ulica Kościuszki to jedyna możliwość dojazdu do domu. Tymczasem kierowcy także w godzinach szczytu omijają bruk i potęgują zator na wysokości ul. Sikorskiego. Korek, którego nie sposób ominąć, bo kierowcy omijają nieistniejący przystanek. I jeszcze jedno! Nowa zatoczka autobusowa ma powstać na ul. Szafranka, czyli na drodze osiedlowej.

Przekonaliśmy się już, że różne nowinki drogowe obecnej władzy, jak np. „rewolucja skrzyżowań równorzędnych” – której pozostałości jeszcze zdumiewają przyjezdnych kierowców – mają krótki żywot. Ale to nie władza płaci za te eksperymenty i wycofywanie się z nich. To już opłacają podatnicy.

(opr. jwb)

Skomentuj