LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Miasto przyjazne inaczej

0

Jedna siódma mieszkańców Słupska nie ma swojego przedstawiciela w urzędzie miejskim. Trzy lata temu zlikwidowane zostało stanowisko pełnomocnika prezydenta miasta do spraw osób niepełnosprawnych.

W Słupsku żyje ponad 13 tysięcy zarejestrowanych niepełnosprawnych. W kadencjach poprzednich władz mieli oni swojego przedstawiciela w ratuszu w osobie pełnomocnika prezydenta ds. osób niepełnosprawnych, który miał szerokie uprawnienia, w tym decyzyjne. W roku 2015 nowe władze miasta zlikwidowały stanowiska pełnomocników z wyjątkiem pełnomocnika ds. profilaktyki i rozwiązywania problemów alkoholowych, gdyż takie są wymogi ustawy antyalkoholowej, oraz pełnomocnika ds. zrównoważonego rozwoju. Sprawami osób niepełnosprawnych – dodajmy, że między innymi – zajmuje się od tego czasu Magdalena Prusinowska w randze podinspektorki, czyli najniższym stopniu urzędniczym w ratuszu. Nad nią są jeszcze kierowniczka referatu, dyrektor wydziału zdrowia i spraw społecznych oraz oczywiście resortowy prezydent. Urzędniczka ta nie ma większych uprawnień poza zgłaszaniem ewentualnych problemów osobom postawionym wyżej od niej w ratuszowej hierarchii, co nie oznacza, że są one rozwiązywane. Teresa Ławecka, osoba niewidoma, członek zarządu miejskiej społecznej rady ds. osób niepełnosprawnych, jest zdania, że likwidacja stanowiska pełnomocnika pogorszyła i tak trudną sytuację życiową ludzi poszkodowanych przez los.

Do pełnomocnika każdy mógł przyjść, wiedział, gdzie w ratuszu zajmuje on swoje miejsce i można było otrzymać rzetelną informację na temat interesujący daną osobę niepełnosprawną czy jej opiekuna – mówi Teresa Ławecka, niewidoma, członek społecznej komisji ds. osób niepełnosprawnych.

Zdaniem Teresy Ławeckiej obecne władze nie przywiązują zbyt wielkiej wagi do tej grupy społecznej. Jako przykład podała listę uwag w sprawie funkcjonowania magistratu pod kątem usprawnień dla niepełnosprawnych, jakie członkowie jej komisji skierowali do władz ratusza. Np. kwestię progów, które utrudniają wjazd do ratuszowych gabinetów czy kolorów tablic informacyjnych: osoby niedowidzące najdłużej widzą czarne napisy na żółtym tle, tymczasem już po przekazaniu tych uwag zmieniono design magistratu i zastosowano kolory czerwono-biało-czarne. Niedowidzący i niewidomi często idą wzdłuż ścian. Zdarza im się natykać na tzw. potykacze czy gabloty, o które się uderzają. Urzędnicy twierdzą, że w wielu kwestiach, np. w wypadku progów, przeszkodą jest sprzeciw konserwatora zabytków. Tymczasem kierowniczka słupskiej delegatury tej instytucji twierdzi, że ratusz w ogóle nie zwracał się do niej w tej sprawie.

Przykładem braku dobrej woli może być też sprawa niepełnosprawnej od urodzenia Grażyny Płockiej, która dzięki pomocy PFRON-u, ale w dużej mierze na swój koszt, zainstalowała przy swoim balkonie windę umożliwiającą jej bezpośrednie wyjście na ulicę z pominięciem klatki schodowej. Zgodnie z zarządzeniem prezydenta Roberta Biedronia z kwietnia 2016 roku za instalację takiego i podobnych urządzeń na terenie należącym do miasta trzeba płacić podatek, nawet jeśli jest to teren nieużywany do żadnych innych celów, jak w tym wypadku.

Na początku zaczęło się od 20 złotych – mówi Grażyna Płocka, niepełnosprawna poruszająca się na wózku od urodzenia – a potem co rok opłata była podwyższana. Generalnie na dzień dzisiejszy to już 74 złote. Dopóki nie będzie nowej ustawy, to ta kwota co jakiś czas wciąż będzie podwyższana.

Ale to nie od ustawy zależy ten podatek, a od woli prezydenta miasta, który może (chociaż nie musi) użyczyć tych czterech metrów kwadratowych gruntu pani Grażynie i będzie po sprawie. Dla wielu 74 złote rocznie to może nie majątek, ale dla rencistki z dochodem nieco powyżej tysiąca złotych miesięcznie to znacząca kwota. Urzędniczki z wydziału zarządzania nieruchomościami i biznesu w magistracie radzą, by pani Grażyna złożyła wniosek do prezydenta o użyczenie terenu i być może uzyska zgodę. Problem w tym, że w tej sprawie interweniowała już u prezydenta 85-letnia matka pani Grażyny, ale nie spotkała się ze zrozumieniem. Sprawą obiecała zająć się wspomniana podinspektorka Magdalena Prusinowska, ale ona może tylko proponować rozwiązanie. Może tym razem się uda?

Skomentuj