LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Smrodu nie będzie?

0

Gmina Słupsk obawia się budowy biogazowni, która miałaby powstać w sąsiedztwie Głobina. Włodarze Słupska uspokajają, że szanse powodzenia realizacji inwestycji są iluzoryczne, a miasto nie zamierza pozbywać się działki przy strefie.

Podczas ostatniej sesji Rady Gminy Słupsk przedstawiono wstępne wnioski dotyczące oddziaływania biogazowni na środowisko. Z dokumentów otrzymanych z Urzędu Miejskiego w Słupsku wynika, że instalacja o mocy 1 MW według projektu będzie zasilana uciążliwymi dla otocznia odpadami. Działka, gdzie miałaby powstać inwestycja, położona jest tuż przy obwodnicy koło Głobina. Oznacza to, że gdyby przedsięwzięcie doszło do skutku, to emisja fetoru objęłaby zasięgiem tereny miasta i gminy.

Jasno jest napisane w decyzji środowiskowej i w raporcie, że biogazownia oparta będzie na mokrej fermentacji, czyli z wykorzystaniem obornika, gnojowicy, pulpy ziemniaczanej i kiszonki – mówi Barbara Dykier, wójt gminy Słupsk. – Wszystkie te składniki powodują uciążliwość zapachową i mamy wątpliwości, czy zgodnie z zapisami miejscowego planu zagospodarowania miasta ta uciążliwość zamknie się w granicach działki, bo taki jest zapis w tym planie.

Sternicy Słupska uważają, że zainteresowanie gminy biogazownią to próba odwrócenia uwagi od jej problemów związanych z mączkarnią. Aby elektrociepłownia powstała, wnioskodawca musiałby uzyskać pozwolenie na budowę i stać się właścicielem działki, a do tego nie doszło. Pozostaje jeszcze kwestia opłacalności ekonomicznej przedsięwzięcia, która według władz miasta jest mocno wątpliwa. Ponadto spółka, która ubiegała się o wydanie uwarunkowań środowiskowych, prawdopodobnie – w opinii ratusza – już nie istnieje.

Uważam, że na dzisiaj nie ma wielkich szans, aby ta inwestycja powstała – przekonuje wiceprezydent Słupska Marek Biernacki. – Co więcej, nie byłoby też z jej strony zagrożenia, ponieważ obiekt jest absolutnie zhermetyzowany, a także sześciokrotnie mniejszy, jeśli chodzi o ilość surowca i ryzyka, jakie niesie, w stosunku do mączkarni. W elektrociepłowni biogazowej przewidziane jest wykorzystanie przede wszystkim płodów rolnych – kukurydzy – trawy i częściowo odpadów rolnych na poziomie 18,5 tysiąca ton rocznie, natomiast mączkarnia to jest 110 tysięcy ton rocznie, więc skala 1:6, nie można tego w ogóle porównywać.

Jak podkreśla wiceprezydent, wnioskodawca występujący o decyzję środowiskową przedłożył dokumenty, które wskazują, że inwestycja nie zagraża środowisku i otoczeniu. Sam wniosek odnośnie do wydania zgody w sprawie biogazowni został złożony w magistracie dwa lata temu. Zgodnie z przepisami urząd miał obowiązek odpowiedzieć na taki dokument.

(opr. jwb)

Skomentuj