LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Grząski grunt pod nogami

0

Skrzyżowanie ulic Zauchy, Legionów Polskich i Zaborowskiej to newralgiczny punkt na mapie komunikacyjnej dzielnicy Zachód. Jednak widoczne gołym okiem wieloletnie zaniedbania władz Słupska w zakresie infrastruktury drogowej sprawiły, że problemy z funkcjonowaniem w tym miejscu mają nie tylko mieszkańcy miasta, ale i przedsiębiorcy.

Miejsce, w którym krzyżują się ulice Zaborowskiej, Legionów Polskich i Zauchy, to zakątek mało uroczy. Drogi-widma, które są lub znikają pod wodą w zależności od pogody, każdego dnia forsowane są przez mieszkających w okolicy słupszczan. Jedni na kocich łbach ryzykują zerwanie zawieszenia w aucie, inni kąpiel w błocie, kolejni – złamanie koła w rowerze. Gdyby zliczyć głosy tych, którym zdarzyło się zakląć w bezsilności, można by wybrukować niemałe piekiełko. Ale i bez tego pozostaje wrażenie, że to tam właśnie diabeł mówi dobranoc. Radny słupski Bogusław Dobkowski nie kryje, że taki stan rzeczy woła o pomstę do nieba.

To skandal. Widziałem kiedyś tereny inwestycyjne w Anglii: pobudowano uliczki bitumiczne, pobudowano chodniki, taśmą wydzielono działki, wszędzie pokazano, gdzie jest przyłącze wody, gdzie odejście kanalizacji, i jak przyjeżdżał inwestor, to wiedział, co kupuje – mówi przedstawiciel klubu PO Bogusław Dobkowski. – U nas niestety inwestor kupuje kota w worku.

W opinii samorządowca na stanie infrastruktury w mieście waży kadencyjność sprawowania władzy. Przed wyborami jest czas na obiecanki-cacanki, potem częściowo coś próbuje się realizować, aż nastają kolejne wybory i koło się zamyka.

Na dobrą sprawę, nie ma kiedy rządzić. Kiedyś powiedziałem Maciejowi Kobylińskiemu: ty tak planujesz, my tak robimy, ale przyjdzie koniec kadencji, a i może się zdarzyć, że nie będzie końca świata i będzie trzeba żyć dalej, a tu nie ma jak, bo – tak jak tutaj – ludzie mieszkają, a dojazdu do miasta nie ma – mówi radny.

W tej perspektywie jak deus ex machina prezydent w budżecie na 2018 rok przeznaczył 1,7 miliona złotych na remont części ulicy Legionów Polskich. Tymczasem pojawiają się głosy, że inwestycja może być wstrzymana, ponieważ deweloper, który przy ulicy Zauchy stawia domy mieszkalne, nie przeprowadził geodezyjnego wydzielenia pasa drogowego na swojej ziemi. Inwestor wyjaśnia jednak, że opóźnienie wynikło po stronie miasta, które deklarując wykonanie podziału gruntu, z czasem zaniechało działań ze względu na brak pieniędzy. Teraz deweloper wznowił procedurę uzyskania decyzji podziałowej, która otworzy drogę ku przetargom i pozwoleniu na budowę. Urzędnicy miejscy utrzymują jednak, że nic nie koliduje z ich inwestycją.

Ta ulica powstaje – mówi Robert Linkiewicz, dyrektor Wydziału Polityki Transportowej UM w Słupsku. – Z tego, co mi wiadomo, w żaden sposób nie koliduje ona z planami miejskimi. To, co my będziemy robić, to będziemy dowiązywać do tego, co już tam się dzieje.

A dzieje się niewiele, na razie w zasadzie nic. Droga istnieje tylko w myśleniu życzeniowym mieszkańców. O jej przebiegu – czysto nominalnym – informuje natomiast tabliczka zarządcy terenu. Robert Linkiewicz przyznaje, że ulica jest nietypowa.

Zgodnie z miejscowym planem zagospodarowania tam faktycznie jest przewidziana szeroka ulica. Gdybyśmy spojrzeli na strukturę własności gruntu, pas drogowy ma trzy metry szerokości, czyli tam raczej jezdni z chodnikami nie zmieścimy. Deweloper, który obok stawia duże osiedle, kupując działkę, wiedział, że w tym konkretnym miejscu będzie przebiegała ulica i nie będzie mógł tam stawiać żadnych budynków; może albo od razu wybudować docelową drogę albo zostawić przestrzeń na tę drogę – mówi dyrektor wydziału transportowego.

Kiedy jednak ta docelowa droga powstanie – nie wiadomo. Teraz głównym zadaniem strategicznym dla rozwoju dzielnicy jest przede wszystkim trwała nawierzchnia na Legionów Polskich i Zaborowskiej, o co od lat wspólnie z mieszkańcami zabiega radny Bogusław Dobkowski. Inwestorów nie brakuje, jednak oczekują oni od władz konkretnego działania, zwłaszcza że plany dotyczą budowy wielkiego osiedla mieszkaniowego. Opieszałość sterników Słupska szkodzi, bo od kilku lat nowi mieszkańcy mogliby już wnosić podatki do miejskiego budżetu.

W roku ubiegłym w Słupsku budowało się tysiąc domków i mieszkań, czyli ludzie chcą mieszkać w mieście – mówi radny Bogusław Dobkowski. – Pytam deweloperów, czy to się sprzedaje – tak, sprzedaje. Jest hossa, trzeba korzystać. Matbet na terenach przy Legionów chce budować piękne osiedle na – myślę – co najmniej tysiąc mieszkań, tylko musi mieć warunki. Trzeba gdzieś odprowadzić wody opadowe, trzeba zrobić zbiornik, który na wypadek dużego opadu gromadziłby wodę, a gdy susza, mógłby ją odprowadzać, żeby nie było takiej sytuacji, jak ta, kiedy zbudowano Jantar: woda poszła tak, że na Kossaka po kolana stoi.

Rok wyborczy zwiastuje nowe rozdanie w rozkładzie sympatii politycznych. Jedno pozostaje niezmienne: obietnicą zrealizowaną zyskuje się więcej niż artykułowaną. W kontekście kilkuletnich bojów toczonych przez mieszkańców dzielnicy Zachód o godne warunki do życia ta zasada nie tylko dla nich z pewnością zadziała jak papierek lakmusowy.

(jwb)

Skomentuj