LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Czas pączkożerców

0

Tłusty czwartek zwiastuje zbliżający się koniec karnawału. W tym dniu amatorzy słodkości pozwalają sobie na więcej i tradycyjnie do syta objadają się pączkami i faworkami.

Nie ma chyba nikogo, kto w tłusty czwartek nie poczęstowałby się chociaż jednym pączkiem. Piekarnie od samego rana starały się nadążyć za przewidywanym apetytem klientów. Z półek w ekspresowym tempie znikały kolejne tace z oblanymi lukrem pączkami. Tempo nie zaskakuje, gdy weźmie się pod uwagę, że niektórzy amatorzy łakoci zaopatrywali się od razu w paczki po 20 sztuk. Panie Joanna i Jadwiga z słupskiej piekarnia Szyca Company powiedziały, że klienci w ich punkcie zaopatrzyli się już w 1500 pączków. Różnego rodzaju – z lukrem, cukrem pudrem, budyniem… Ale większość ludzi kupowała tradycyjne, czyli z dżemem różanym i polane lukrem.

Natomiast w słupskiej redakcji Radia Koszalin odbyły się tradycyjne mistrzostwa w jedzeniu pączków, a raczej w ich pochłanianiu. W tym roku walka o miano najlepszego pączkożercy w mieście była szczególnie zacięta. W kategorii słuchaczy pierwsze miejsce ex-aequo zajęło dwóch zawodników. W regulaminowym czasie dziesięciu minut każdy z nich spożył po 18 słodkich wypieków. Aby uzyskać taki wynik trzeba było obrać odpowiednią strategię. Tomasz Marzec każdy pączek pochłaniał miarowo, równo. Jego konkurent obrał inną taktykę, bo przyspieszył po starcie, ale jemu udało się dogonić Tomasza Wawrowskiego i nawet pobić swój zeszłoroczny rekord o cztery pączki. Zaskoczył sam siebie. Drugi z Tomaszów przyznał, że w przeddzień zawodów zjadł tylko śniadanie.

Przyszedłem tutaj na głodnego i musiałem te osiemnaście pączków zjeść – podsumował T. Wawrowski powtórkę swojego zeszłorocznego triumfu.

W szranki stanęli też dziennikarze lokalnych mediów. Tu również nikt nie zamierzał odpuszczać i zostawać w tyle. Pierwsze miejsce także przypadło dwóm uczestnikom zabawy. Nowi mistrzowie w pięć minut zjedli po 8 pączków. Robert Gębuś przyznał, że pierwszy raz zjadł osiem pączków, ale zwycięstwo było miłym doświadczeniem. Marcin Prusak dostrzegł w swoim konkurencie godnego następcę. Oczywiście, pod warunkiem skończenia przez niego kariery pączkożercy.

Tłusty czwartek to doskonała okazja, aby pozwolić sobie na trochę więcej. Należy jednak mieć umiar i pamiętać, że co za dużo to niezdrowo. (opr. rkh)

Skomentuj