LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Przełamanie Czarnych Panter

0

Koszykarze Czarnych Słupsk, mimo ogromnych kłopotów organizacyjnych, w 16. kolejce Polskiej Ligi Koszykówki pokonali w hali Gryfia Asseco Gdynia 82:73. Rewelacyjnie zagrał zawodnik Czarnych Panter Drew Brandon, który zanotował w tym meczu triple-double.

Spotkanie z Asseco mogło być ostatnim meczem w rozgrywkach Polskiej Ligi Koszykówki. Rozmowy zawodników z zarządem klubu trwały niemal do czasu, kiedy drużyna powinna wychodzić na rozgrzewkę tego spotkania. Ostatecznie podjęto decyzję o dalszym udziale w rozgrywkach Czarnych Panter, ale już bez Dominica Artisa i Justina Wattsa, którzy znaleźli innych pracodawców.

Z pierwszym gwizdkiem widać było, że zawodnicy Czarnych są jeszcze myślami przy zakończonych właśnie rozmowach. Sytuację skrzętnie wykorzystali koszykarze Asseco, którzy już w trzeciej minucie prowadzili 11:0. Pierwsze punkty gospodarze zdobyli po pięciu minutach gry i to po rzutach wolnych Laurisa Blausa. Ten fragment gry w zespole Czarnych raził niecelnymi rzutami i stratami. Dopiero pod koniec pierwszej kwarty zagrali lepiej, ale mimo celnych rzutów Daniela Walla, Mantasa Cesnauskisa i trójki Drew Brandona, pierwsza kwarta zakończyła się wygraną gdynian 17:12.

W drugiej gra wyglądała już nieco lepiej, podopieczni Marka Łukomskiego już na początku zanotowali serię 7:0, a trójka Piotra Stelmacha dała pierwsze prowadzenie gospodarzom. Od tego momentu mecz zrobił się bardzo zacięty, a obie drużyny walczyły o każdą piłkę. Znakomicie w grę wkomponował się Paweł Powideł, który najpierw trafił zza linii 6,75, a następnie po rzucie z wyskoku to jego pierwsze punkty zdobyte w Polskiej Lidze Koszykówki. Do punktów Powidła świetnie dysponowany Drew Brandon dorzucił kolejne i słupszczanie do szatni schodzili przy stanie 35:35.

Trzecią kwartę Asseco rozpoczęło od trafienia za trzy Jakuba Garbacza, do tego celny rzut Przemysława Żołnierewicza dał gościom pięciopunktową przewagę. Głośny doping hali Gryfia dawał Czarnym dodatkowy bodziec w zdobywaniu punktów. Po 30 minutach gry był ponownie remis po 56.

Ostatnią odsłonę ponownie goście rozpoczęli od przewagi trzech oczek, ale słupszczanie grali znakomicie i pokazali ogromny charakter oraz wolę walki. Po 35 minutach objęli prowadzenie 69:63. Kolejne celne rzuty Brandona, Stelmacha oraz równo z syreną trójka Daniela Walla dały gospodarzom dziesięć punktów przewagi. Gdynianie zaczęli odrabiać straty, ale punkty Jakuba Garbacza, Dariusza Wyki i Przemysława Żołnierewicza nie wystarczyły by pokonać gospodarzy, którzy zasłużenie wygrali na własnym parkiecie 82:73.

Bohaterem meczu był Drew Brandon, który dla Czarnych Panter zdobył 28 punktów, zaliczył 18 zbiórek i miał 11 asyst, notując swoje triple-double. Tym samym wpisał się jako dziewiąty zawodnik w historii polskiej ekstraklasy z triple-double na koncie. Z tego wyczynu zadowolony był słupski szkoleniowiec, który – będąc zawodnikiem klubu SKK Szczecin w sezonie 2000/2001 – również zdobył triple-double w meczu z AZS Koszalin.

Podsumowując spotkanie na konferencji pomeczowej, trener Asseco Przemysław Frasunkiewicz oraz Mikołaj Witliński nie mieli powodów do zadowolenia. Z kolei dla trenera Czarnych oraz zawodnika, który zanotował triple-double, konferencja była dużą radością. Zespół pokazał charakter i wolę walki, pokonując przeciwnika zajmującego dużo wyższe miejsce w tabeli. Jak zaznaczył słupski szkoleniowiec, na kolejny mecz Czarni jadą do Warszawy w składzie, jaki wystąpił na parkiecie w walce z Asseco. Zawodnicy ci podjęli zobowiązanie, że pod względem sportowym do czasu rozwiązania niepewnej sytuacji w klubie będą wypełniać wszelkie obowiązki wynikające z uczestnictwa w lidze. Choć – jak zaznaczył trener Łukomski – nie jest fajnie przez dłuższy czas pracować bez pieniędzy.

Nie wszystko jednak jest teraz w naszych rękach. My możemy sportowo starać się odpowiedzieć, tak jak dzisiaj to zrobiliśmy. To duży krok ku temu, żeby wszystkim pokazać, że nasz klub istnieje i będzie istniał. Mam nadzieję, że udowodniliśmy, że będziemy w lidze grali do końca – mówi Marek Łukomski.

(opr. jwb)

Skomentuj