LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Sylwester pod ratuszem

0

Sylwestrowi pod ratuszem nie sprzyjała deszczowa aura mijającego roku 2017. Dokuczliwy deszcz przed i po północy zniechęcał słupszczan do udziału w zabawie pod nieprzyjaznym chmurzyskiem.

Zabawa sylwestrowa pod ratuszem była zapowiadana jako ekologiczna, a więc przyjazna zwierzętom i naturze. W pokazach cyrkowych nie było więc tresury zwierząt. Nie zaplanowano również oficjalnych pokazów sztucznych ogni uzasadniając to faktem, że zwierzaki nie rozumieją tych huków i błysków, więc bardzo się tego boją. Co nie znaczy, że sztucznych ogni nad placem Zwycięstwa nie było: jak się okazało o północy – słupszczanie zorganizowali sobie prywatne fajerwerki. Przedtem jednak na lodowisku odbywały się zajęcia dla dzieci przygotowane przez łyżwiarskich animatorów. Ograniczały się one głównie do nauki jazdy na łyżwach. Pogoda zresztą nie przyczyniała się do wielkiego zainteresowania lodowiskiem, podobnie, jak cały plac. Bez wątpienia niezwykle atrakcyjne były pokazy cyrkowe, w tym także blisko tej uporczywej chmury, kropiącej deszczem miejsce zabawy, ale to chyba nie był program akurat na sylwestra pod ratuszem. Z muzyką był podobny problem, możliwe, że na wysokim poziomie, ale na pewno nie na zabawę sylwestrową. Mamy wrażenie, ze organizatorzy zapomnieli o haśle przewodnim każdego sylwestra: carpe diem, czyli chwytaj dzień – inaczej: ciesz się życiem! Ani – nazwijmy je – animacje na lodowisku, ani pokazy akrobatyczne czy komiczne Pana Ząbka, ani muzyka grana ze sceny czy to przez zespoły, czy przez DJ-a nie wypełniały w naszej ocenie warunków dobrej zabawy, która porywa wszystkich. W dodatku informacja na stronie internetowej ratusza na temat programu sylwestrowego była bardzo enigmatyczna, bez nazwisk i nazw wykonawców, a nawet prowadzących.

O północy nastąpiło tradycyjne odliczanie ostatnich 10 sekund starego roku i wystrzeliły korki od szampanów. Nie tylko. Fajerwerki odzywały się w wielu punktach miasta, także nad placem Zwycięstwa. Były to prywatne sztuczne ognie.

Niską frekwencję na zabawie sylwestrowej z jednej strony da się wytłumaczyć fatalną pogodą, że zacytujemy Aleksandra Fredrę: „deszcz, wiatr, zimno – psa by nie wygonił”, jednak nie wszystko da się na nią zwalić. Program – zapowiadany na tronie internetowej magistratu jako „kolejna magiczna noc pod ratuszem – niesamowity sylwester!” nie przystawał do spodziewanej atmosfery tej nocy. Organizatorzy nie wzięli pod uwagę proporcji: impreza plenerowa wymaga albo rozmachu, albo jej zaniechania, bo pół czy ćwierć środkami wypełnić się jej nie da. Ta zabawa powinna mieć przede wszystkim ludyczny, żywiołowy charakter, mniej więcej, jak na polskich weselach przed północą. Na nich przeważnie króluje radość życia, choćby okraszona muzyką biesiadną i disco polo. Bo tłum – jak inżynier Mamoń z filmu „Rejs” – lubi stadnie słuchać piosenek, które już zna, bo słyszał, innych nie lubi. Chce także pośpiewać z wykonawcą. Podobnie, jak widzieć znanych już sobie artystów. Program przekazywany był na żywo we fragmentach w jednej z niszowych telewizji ogólnopolskich, który to fakt ogłosił prezydent Biedroń: „Dobry wieczór, Superstacja! Ogląda nas cała Polska!”… co wydaje nam się pewną przesadą. Zresztą po godzinie 22 wejścia na antenę tej stacji zdominowały Katowice, które miały dzielić czas antenowy ze Słupskiem.

Różne imprezy odbywały się pod ratuszem, także i w deszczu, ale tak niskiej frekwencji nie miała chyba żadna. Organizatorzy powinni wyciągnąć z tego wnioski.

Skomentuj