LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Zakątek zjawisk paranormalnych

0

Ulicy Kiepury próżno szukać w wykazie dróg publicznych Słupska, co nie zmienia postaci rzeczy, że miasto odpowiada za jej stan i bezpieczeństwo ruchu w jej obrębie. ZIM odmówił jednak mieszkańcom objęcia drogi stałym zarządem ze względu na brak środków finansowych.

W sieci 340 dróg publicznych w Słupsku ulica Kiepury nie istnieje. Nie rejestruje jej też topografia Google Maps, o czym wiedzą nie tylko użytkownicy Internetu, ale także kurierzy, dostawcy pizzy oraz taksówkarze, konsekwentnie odmawiający usług lokatorom tego „bermudzkiego” zakątka. Trudności z dotarciem pod wskazany adres mieliby też do niedawna strażacy i ratownicy medyczni, ponieważ dopiero dwa tygodnie temu wstawiono tabliczkę informującą o lokalizacji tejże drogi – w dodatku na wniosek jej mieszkańców, nie zaś z mocy prawa, które powinno być stosowane i przestrzegane. W korespondencji z urzędnikami słupszczanie przekonują się, że mieszkają w enigmatycznym obszarze miejskim, na pewno jednak nie przy ulicy.

Nasi rozmówcy wnoszą konkretny wkład do samorządowego budżetu. Wnoszą go zresztą nie tylko w formie podatków, ale i własnej zaradności. Za kwotę ponad 200 tysięcy złotych sfinansowali sieć wodno-kanalizacyjną dla całej ulicy. Zrobili to z własnych, ciężko zarobionych pieniędzy, ponieważ miasto broniło się niedostatkami w kasie. Wcześniej jednak urzędnicy wydali zgodę na przekwalifikowanie działek rolnych w budowlane, co skutecznie zwabiło nowych podatników. W tej sytuacji właściciele posesji z adresem przy ulicy Kiepury zaapelowali do prezydenta, by wziął odpowiedzialność za zobowiązania wobec mieszkańców, którzy płacą podatki na rzecz miasta i poprawił stan ich drogi. Z jakim skutkiem?

Powiem szczerze, że po wyborach w naszym mieście byliśmy bardzo zadowoleni z przyjścia nowego prezydenta – przyznaje Łukasz Dawidowicz, mieszkaniec ulicy Kiepury. – Była to osoba, która zajmowała się tzw. dużą polityką, czyli w Sejmie; to osoba, która wystosowała bardzo dużo interpelacji, była bardzo aktywna, co zdecydowanie budziło nasze zadowolenie. My również byliśmy przeświadczeni, że będzie to dobra zmiana i naprawdę w mieście zacznie się coś dziać. Jak widać jednak, polityka samorządowa, a więc trochę niższa, sprawiła, że w dalszym ciągu nie słucha się głosów mieszkańców. Jestem przerażony, bo nasza walka trwa już trzy lata, natomiast odzew i odpowiedzi nie na temat totalnie nas irytują.

Przez trzy lata nasz rozmówca wraz z sąsiadami walczył o godne warunki do życia przy ulicy Kiepury, co potwierdza pokaźna teczka pism kierowanych do ZIM-u, władz miasta, radnych z okręgu oraz do ratuszowych wydziałów. Teraz korespondencja wzbogacona zostanie o kolejne dokumenty. Mieszkańcy już w 2016 roku interweniowali w ratuszu, ponieważ ze względu na katastrofalny stan drogi, przy której mieszkają, ich pojazdy regularnie ulegały uszkodzeniom. Nic jednak w tej sprawie się nie zmieniło.

Teraz czeka nas kolejna naprawa, która przekracza już nasze możliwości finansowe. Jesteśmy naprawdę zdeterminowani i rozważamy rozwiązanie sądowe – mówi Łukasz Dawidowicz.

Osadnicy dzielnicy Zachód mają już dość błota, kaloszy i wszechobecnej ciemnicy w ich rewirze. Nabywając nieruchomości pod zabudowę, byli przekonani o kategorii drogi, przy której mają mieszkać – jeśli nie publicznej, to jednak miejskiej. Niestety korespondencja pomiędzy mieszkańcami a urzędnikami, których kompetencje powinny poświadczać zajmowane stanowiska w ratuszu, nie napawa optymizmem. Urzędniczka podpisana pod odpowiedzią do naszego rozmówcy informuje adresata o sytuacji… w innej części dzielnicy. Przypomina też w znanej skądinąd narracji, że „ogrom potrzeb w zakresie utrzymania infrastruktury stawia przed nami [czyli miastem – dop. red.]duże wyzwania i wymaga określania priorytetów”.

Dostaję odpowiedź totalnie nie na temat, pisaną na przysłowiowym kolanie – ocenia mieszkaniec ulicy Kiepury – mówiącą o zupełnie innej drodze, która nie należy do miasta, tylko dewelopera, który się buduje. Po trzyletnim pisaniu pism, w których dołączałem także mapki, numery działek, liczyłem, że w końcu wiemy, o jakiej drodze mówimy. Na chwilę obecną jestem zszokowany podejściem niektórych urzędników naszego ratusza do mieszkańców.

Jaki jest status ulicy Kiepury, kto za nią odpowiada, gdzie się znajduje – nie wiedzą sami ratuszowi decydenci. Wiadomo natomiast, że jako droga miejska powinna być utrzymywana w stanie przejezdności, z dostępem do zlokalizowanych przy niej budynków mieszkalnych. Wszystko to jednak w teorii. W praktyce oferta samorządu jawi się jak powiastka dla malucha – tworzona z dużą dozą programowej fantazji. W realu za nieodpowiedzialność urzędników płacą niestety konkretni ludzie – zdrowiem i własnymi pieniędzmi.

(jwb)

Skomentuj