LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Jarmark w Swołowie

0

Ręcznie robione ozdoby świąteczne, wyroby rękodzielników, możliwość tradycyjnego wypieku swojego piernika i ozdobienia go lukrem według własnego uznania oraz wiele innych atrakcji czekało na przybyłych w zagrodzie Albrechta w Swołowie. Tym razem – na jarmarku bożonarodzeniowym, przygotowanym przez Muzeum Kultury Ludowej Pomorza.

Swołowa w Słupsku raczej nikomu nie trzeba przedstawiać. W minioną niedzielę, w zimowej szacie, ale i otulone klimatycznymi chmurami witało gości na bożonarodzeniowym jarmarku. Ta impreza to kolejna – po gęsinie na świętego Marcina – inicjatywa Muzeum Kultury Ludowej Pomorza, której celem było przypomnienie dawnych obyczajów przedświątecznych, a także umożliwienie kupna nietypowych prezentów pod choinkę oraz prac rękodzielników.

Tradycja ozdobnej choinki przywędrowała do Polski z Niemiec na przełomie wieków XVIII i XIX. Ozdoby choinkowe każda rodzina tworzyła własnymi rękami i szybko stało się to tradycją aż do czasów rewolucji przemysłowej. W XX wieku zwyczaj ten śladowo trwał w Polsce głównie w postaci klejenia kolorowych łańcuchów z pasków barwnego papieru, teraz zaś zanikł zupełnie. Wraca jednak za sprawą rękodzielników, którzy potrafią wyczarować cuda własnymi rękami. Podczas jarmarku w Swołowie można je było nie tylko oglądać, ale popróbować swoich sił w tej dziedzinie. Nawet kowalowi wychodziły spod młotka smukłe renifery.

Jarmark bożonarodzeniowy zdominowany został przez pierniki. Wszystko dlatego, że mamy czas przedświąteczny, ale także z powodu bardzo ciekawej wystawy „Pomorskie przepisy i formy cukiernicze”. Całe rodziny z dziećmi mogły dzisiaj upiec pierniki, a także własnoręcznie uformować w drewnianej formie snycerskiej, by potem z pomocą pań specjalistek wspólnie, rodzinnie udekorować – mówi Joanna Gołofit z Muzeum Kultury Ludowej Swołowie.

Było co robić, oglądać i wybierać. Powodzeniem cieszyły się tradycyjne dania i produkty świąteczne, ale także świeże wiejskie jaja, które w Swołowie w dalszym ciągu pracowicie znoszą kury z wolnego wybiegu. Powodzeniem cieszyły się swojskie nalewki, bigos, wyroby garmażeryjno-wędliniarskie, naturalne soki owocowe i korzenne przyprawy. Co prawda impreza nie miała takiego rozmachu, jak gęsina na świętego Marcina – tym razem nie ustawiono wielkiego namiotu, ale i tak w tę niedzielę przez Swołowo przewinęły się tłumy nie tylko mieszczuchów, ale i mieszkańców sąsiednich miejscowości. Świadczy to bez wątpienia o pozytywnym odbiorze tego typu muzealnych inicjatyw.

(opr. jwb)

Skomentuj