LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Jak zdobywano dziki Zachód

1

Historia przywodzi na myśl serial o osadnikach przecierających szlaki dzikich terytoriów Ameryki Północnej. W tym wypadku pionierskimi traperami nie są jednak fikcyjni bohaterowie filmu, a prawdziwi mieszkańcy dzielnicy Zachód, znajdującej się na obrzeżach Słupska. Żałować można jedynie, że tutejszym kolonizatorom w cywilizowaniu tych przestrzeni nie przyświeca gwiazda szeryfa.

Tu diabeł mówi dobranoc” – taką refleksję wywołała w nas realizacja materiału, którego bohaterami są mieszkańcy ulicy Kiepury w Słupsku. Termin „ulica” pojawia się w nim zresztą jako element czystej ekwilibrystyki słownej, ponieważ widok tej przeprawy nie oddaje znaczenia, jakie przewiduje słownik. W zapisach formalnoprawnych to droga gruntowa, której właścicielem jest miasto. W odczuciach jej mieszkańców – to droga znikąd donikąd, brakuje jej adresu i pozycji na mapach Google.

Przejechać przez te kałuże to jest tragedia, kółka od wózka brudne, buty brudne, wstyd wejść do sklepu – mówi Edyta Rożnawska, mieszkanka osiedla. – Moje 17-letnie dziecko jeździ rowerem do szkoły, jego dżinsy prać muszę codziennie. Znajomi nie chcą do nas przyjeżdżać, poza tym nie wiadomo, jak tu dojechać, bo nie ma tabliczki. Ulicy Kiepury nie ma na mapie Google. Nie chcą do nas przyjeżdżać kurierzy z paczkami, nie chcą nam pizzy dowieźć. Mówią: „Na Kiepury nie przyjeżdżamy”. Chciałam mieszkać w mieście, a tu jest gorzej niż na wsi, gdzie mieszkańcy mają wszystko: asfalty, polbruki, oświetlenie. U nas jest jak na prowincji oddalonej od Warszawy – zapomniane miejsce, którego nikt nie chce dotować. Tutaj przejść się nie da.

Poświadczenia słów naszej rozmówczyni doszukać się można nie tylko w kadrach, które powstawały podczas spotkania z mieszkańcami osiedla. Przekonują także rejestrowane przez nich obrazki z codziennej obserwacji. Filmik nagrany przez pana Łukasza Dawidowicza w dniu 2 listopada br. informuje o wysokiej wodzie, którą codziennie pokonywać muszą dzieci idące do szkoły. Nasz rozmówca przyznaje, że niejednokrotnie woda wlewała im się do kaloszy. Niepokoić mógł także widok studzienki pośrodku drogi, którą poruszają się piesi. Głęboka na 2,5 metra jama stwarzała olbrzymie niebezpieczeństwo dla użytkowników trasy, zwłaszcza że wokół brakuje oświetlenia, a w tej sytuacji o wypadek nietrudno.

Na szczęście po trzech tygodniach studzienka wodno-kanalizacyjna została zabezpieczona – zanim mogło zdarzyć się nieszczęście. Z informacji, jakie dostarcza korespondencja pomiędzy mieszkańcami a władzami miasta i podległymi im jednostkami, wynika, że nawierzchnię gruntową, szumnie nazywaną ulicą, przekazano w administrowanie Zarządowi Infrastruktury Miejskiej bez środków finansowych na polepszenie stanu technicznego. Poprawy szlaku nie ujęto także w planach inwestycyjnych miasta na lata 2015-2018, w związku z czym mieszkańcy powinni zapomnieć o jakimkolwiek jego utwardzeniu, zwłaszcza że nieopodal lokalny deweloper rozpoczął właśnie wznoszenie osiedla domów bliźniaczych, co wiąże się z degradacją ulicy Kiepury jako jedynej trasy wyjazdowej z osiedla dla ciężkiego sprzętu budowlanego.

Miasto jako właściciel i włodarz tego terenu też powinien interweniować u tego inwestora, aby stan nawierzchni był utrzymywany chociaż w stopniu przejezdności i dojezdności do posesji. Skoro nasze działki zostały przekształcone z działek rolniczych na budowlane i wieloletni plan inwestycyjny zakłada, że jest to teren pod budownictwo mieszkaniowe, to miasto powinno przewidywać, że ludzie muszą poruszać się drogami i chcą mieć dojazd do własnych posesji. To jest kluczowe w podejmowaniu takich decyzji – mówi Łukasz Dawidowicz. – Podejmowanie ich ad hoc jest co najmniej niestosownym podejściem urzędników do ludzi, którzy chcą zamieszkać w mieście, płacić w nim podatki i prowadzić działalność gospodarczą.

Można odnieść wrażenie, że władze miasta najchętniej kalkulują spektakularne sukcesy, które mają medialne znaczenie w sprawowanej przez nie kadencji. Rewitalizacja śródmieścia, węzeł transportowy – to sztandarowe inwestycje. Tymczasem dla mieszkańców ulicy Kiepury trzyletni bój o dostęp do ich posesji i podejmowane w ich imieniu przez radnych interpelacje coraz bardziej odczuwane są przez pryzmat naiwności ludzi, którzy uwierzyli w moc sprawczą urzędników. Wiele nie oczekują: choćby tymczasowego utwardzenia drogi kruszywem, jakiegokolwiek oświetlenia oraz oznakowania terenu. Dotąd wiele zdziałali sami. Za 200 tysięcy złotych, zmuszeni perspektywą bierności samorządu w sprawie uzbrojenia terenu, podpięli swój rewir do sieci wodno-kanalizacyjnej miasta, zapłacili wpisowe za lokalizację studzienki w strefie drogi miejskiej, a po wszystkim przekazali infrastrukturę Wodociągom. Dalej jednak – co nie jest metaforą – stoją u progu do własnego M.

Niewielkim optymizmem powiało po oświadczeniu prezydenta Roberta Biedronia, że pula miejskich wydatków na remonty nawierzchni dróg i chodników zwiększona zostaje w 2018 roku o 4 miliony w stosunku do roku obecnego. Tak więc modernizacje zapadłych dotąd rewirów mogą oznaczać spełnienie marzeń mieszkańców Dzielnicy Zachód. Zanim jednak specjaliści od strategii drogowej ocenią, jakie ulice warte są remontów, słupszczanie – z nadzieją podjęcia dialogu – skierowali do prezydenta kilka słów.

Panie prezydencie, zapraszamy do nas w niedzielę. Będzie można na naszym terenie spokojnie przeprowadzić konferencję o tym, jak wygląda droga miejska. Ewentualnie – bo lubi Pan także takie akcje – proszę przyjść i odprowadzić nasze dzieci do szkoły – codziennie, od poniedziałku do piątku – przyprowadzić, odprowadzić. Gorąco zapraszamy – skierował się do prezydent w imieniu swoim i sąsiadów Łukasz Dawidowicz.

Panie prezydencie, proszę ten głos usłyszeć.

(jwb)

Dyskusja1 komentarz

  1. Dziś z Kanałem 6 byliśmy tam, kałuża nieco płytsza, bo mróz był w nocy, ale obiecuje mieszkańcom ulic piosenkarzy, że to ostatni taki rok.

Skomentuj