LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Uszczęśliwianie na siłę

0

Samorządy nie zawsze w sposób właściwy potrafią wykorzystać środki publiczne, aby z korzyścią służyły one realizacji dobrych i przemyślanych projektów. Takie wrażenie można odnieść, przypatrując się sytuacji jednej ze wspólnot mieszkaniowych w Słupsku.

Niejednokrotnie poruszaliśmy temat zrewitalizowanego podwórka, znajdującego się pomiędzy budynkami przy ulicy Tuwima i Konopnickiej, których lokatorzy wciąż uskarżają się na chuliganów, regularnie niszczących odnowiony obiekt. Rewitalizacja przyniosła mieszkańcom oświetlenie terenu, zadaszone śmietniki, boisko, siłownię na wolnym powietrzu, a do tego całą masę problemów, z którymi wcześniej się nie zetknęli. Z czasem zaczęło też ubywać dóbr, które powstały w ramach ratuszowego projektu: wiata śmietnikowa została spalona, lampy przestały świecić, siatki okalające boisko szpecą dziurami, a sprzęty do zabawy dla dzieci zagrażają już tylko ich bezpieczeństwu. Interwencje policji i straży miejskiej wydają się mało skuteczne, a sami mieszkańcy boją się bezpośredniej konfrontacji z agresywnymi wandalami. Degradacja mienia wciąż postępuje, czemu sprzyja formuła obiektu dostępnego dla wszystkich, będąca konsekwencją udziału środków wspólnotowych. Rodziny mieszkające wokół zrewitalizowanego podwórka mówią, że projektem uszczęśliwione zostały na siłę, a ich głos w konsultacjach społecznych był słabo słyszany.

Wszystko zaczęło się wtedy, kiedy powstał plac zabaw – mówi Ryszard Hintzke, mieszkaniec bloku przy zrewitalizowanym podwórku. – Wcześniej takich sytuacji nie było. Był spokój, nikt tu nie przychodził. Jak zrobiono plac zabaw, zaczęła się dla lokatorów udręka. Kiedy nieraz śpię od podwórka, a tu piją i mordy drą, butelkami rzucają, to nie ma spokoju. Dla mnie to jest na minus, powinni to zlikwidować. Kierowniczka z przedszkola obok ma całą teczkę zgłoszeń w sprawie tych zniszczeń.

Całość prac modernizacyjnych kosztowała niebagatelną sumę 1 miliona 477 tysięcy złotych, w znacznej większości pochodzących ze środków unijnych. Jeśli popatrzeć na wielkość wykorzystanych pieniędzy, skala bije po oczach. Dla porównania – w dwumilionowym rocznym budżecie partycypacyjnym duże zadania infrastrukturalne sięgają maksymalnie 500 tysięcy, gdyby natomiast przeliczyć zainwestowaną w podwórko kwotę na powierzchnię dróg, których w mieście brakuje, otrzymalibyśmy co najmniej 10 tysięcy mkw. nowego asfaltu z podkładem. Nie wolno też zapomnieć o kosztach napraw niszczonej za każdym razem infrastruktury. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że nowe wyposażenie podwórkowe miało chronić czujne oko monitoringu ulicznego w postaci trzech nowoczesnych kamer. Niestety okazało się ono ślepe, ponieważ ratusz nie dysponuje wystarczającą liczbą pracowników do obsługi tejże technologii, mimo że sam ją zamawiał i na jej instalację otrzymał pieniądze. I tu dochodzimy do sedna sprawy.

Można odnieść wrażenie, że urzędnicy decydujący o wydatkowaniu publicznych pieniędzy lekką ręką są w stanie wydać miliony złotych na rozmaite inicjatywy. Przy czym nie najważniejsze pozostaje, co ile kosztuje i czy w ogóle jest potrzebne. Ważne, aby w papierach wszystko się zgadzało, a że przedsięwzięcie, które ma uszczęśliwić lokalną społeczność, staje się jej kulą u nogi, tego już w ekonomicznym uzasadnieniu nie znajdziemy. Trudno doszukać się także racjonalnego podejścia w zastosowanych rozwiązaniach, skoro do budowy wiaty śmietnikowej autorzy projektu przewidzieli łatwopalny materiał, który zresztą zdążył się już spalić. Na koniec – fikcja monitoringu, który miał upewniać mieszkańców o większym bezpieczeństwie na ich terenie.

Widok ten nie pozostaje odległy od innych przykładów marnotrawienia publicznych pieniędzy. Kilka lat temu na gruntach 23 gmin Mazowsza powstało 300 świetlic, z których – jak informowały ogólnopolskie media – działało jedynie 20, „reszta stała pusta, ponieważ samorządy nie miały pieniędzy na ich utrzymanie, ogrzewanie czy zatrudnienie kierownika, który organizowałby ich pracę”.

Nam pozostaje mieć nadzieję, że w obliczu wielomilionowych dotacji, które w ostatnim tygodniu Słupsk otrzymał z rąk marszałka na zrewitalizowanie miasta, projekty bulwarów nad Słupią, przebudowy ulicy Długiej czy ożywienia centrum nie podzielą – w skali makro – losu zrewitalizowanego podwórka. Dlatego warto może najpierw właściwie zidentyfikować rzeczywiste potrzeby samych mieszkańców, zamiast bazować na urzędniczych wizjach.

(jwb)

Skomentuj