LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Gęsina a sprawa polska

0

Na św. Marcina najlepsza pomorska gęsina” – pod takim hasłem przez dwa dni przebiegała impreza folklorystyczno-muzealano-handlowa, zorganizowana w Swołowie przez Muzeum Pomorza Środkowego i Gminę Słupsk. Okazją do tego była również 99. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości.

Legenda głosi, że kiedy papież chciał nadać późniejszemu św. Marcinowi sakrę biskupią, ten ukrył się przed wysłannikiem papieskim, ale jego kryjówkę gęganiem zdradziła gęś. Z tego czasu ponoć pochodzi zwyczaj pieczenia gęsi na św. Marcina, czyli 11 listopada. W rzeczywistości cykl hodowlany tych ptaków zaczyna się wczesną wiosną, a kończy późną jesienią, dlatego gęsina uważana jest za najlepszą do spożycia mniej więcej w połowie listopada. Do Polski ten zwyczaj trafił z Niemiec w XIX wieku, a w początkach wieku XX zbiegł się z datą odzyskania przez nasz kraj niepodległości.

Mimo fatalnej pogody – na przemian lub równocześnie deszcz, grad, przejmujący zimny wiatr, przeganiający ciemne chmury, i rzadko przebijające się przez nie słońce – w Swołowie pojawiły się tłumy. I to nie tylko z nieodległego Słupska oraz okolic, ale także z dalej położonych miejscowości województwa pomorskiego i ościennych.

Nad Swołowem królował zapach gęsi przygotowywanej w różnych postaciach, w tym także w pizzy z chlebowego pieca. Wybór wyrobów z gęsi był ogromny, a towarzyszyło im ogólne bogactwo garmażeryjno-wędliniarskie polskiej wsi oraz różnego rodzaju wypieki, nalewki, napitki, a także rękodzieła i dzieła sztuki.

Zapewne z powodu tłoku, jaki panował w te dni w Swołowie, ulic zastawionych samochodami i zapachów unoszących się nad wsią same bohaterki dnia, czyli gęsi, skromnie się pochowały. Tymczasem w poszczególnych chatach odbywały się pokazy tradycyjnych zajęć – przędzenia wełny, pieczenie pierników, kucia metali czy darcia pierza. Obok, w olbrzymim namiocie było w czym wybierać na handlowych straganach, a do tańca przygrywały zespoły Tęgie Chłopy z Kieleckiego oraz Kołowrót. Licznie przybyli goście opuszczali namiot z dobrze wypełnionymi siatkami.

Trudno, by wydarzenie organizowane 11 listopada obyło się bez patriotycznych akcentów. Po pierwsze, już sam jego ludowy charakter nawiązywał do polskich tradycji, które przetrwały wszelkie zabory i próby ich wygaszania przez zaborców. Ludowa kultura i wielowiekowe obyczaje były silniejsze od administracyjnych nakazów i zakazów obcych władz. Po drugie, większość uczestników nosiła wpięte w kurtki czy płaszcze okolicznościowe, rocznicowe kotyliony. Na wietrze łopotały flagi państwowe.

Mimo fatalnej pogody impreza cieszyła się ogromnym powodzeniem i ta frekwencja po raz kolejny jest najlepszym dowodem, że wspólna inicjatywa Muzeum Pomorza Środkowego i Gminy Słupsk to strzał w dziesiątkę.

Skomentuj