LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

MKS Kluczbork gra dalej

0

Czwartoligowy Gryf Słupsk przegrał na własnym boisku przy ulicy Zielonej w meczu rundy wstępnej piłkarskiego Pucharu Polski na szczeblu centralnym ze spadkowiczem I ligi MKS-em Kluczbork 2:4. Do przerwy było 1:1.

Blisko tysiąc kibiców zasiadło na trybunach stadionu przy ulicy Zielonej, by obejrzeć mecz pomiędzy miejscowym Gryfem Słupsk a spadkowiczem z zaplecza ekstraklasy MKS-em Kluczbork w ramach 1/32 piłkarskiego Pucharu Polski.

Na rywala z wyższej ligi trójkolorowi czekali 27 lat, wtedy był to Stilon Gorzów. Drużyna gości w minionych latach nie miała szczęścia do meczów pucharowych i przegrywała z zespołami niższych lig. Teraz po spadku do II ligi i odejściu czołowych piłkarzy przed podopiecznymi Grzegorza Bednarczyka rysowała się szansa Gryfa na grę w centralnych rozgrywkach Pucharu Polski.

Drużyna Kluczborka rozpoczęła mecz dość ostro i agresywnie, co dało jej przewagę. Gryf, mimo że to czwartoligowiec, momentami nie odstawał. W 18. minucie potrafił ze swoim najlepszym napastnikiem Łukaszem Stasiakiem poważnie zagrozić bramce Kacpra Majchrowskiego.

Nieprzepisowa interwencja w polu karnym na Lucjanie Zielińskim przez gryfitę Jarosława Felisiaka w 21. minucie dała gościom karnego. Uderzenie z 11 metrów pewnie wykonał Kamil Nitkiewicz i MKS Kluczbork objął prowadzenie 1:0.

Radość gości nie trwała zbyt długo. W 27. minucie sytuacja stała się odwrotna: Wojciech Kochański w polu karnym sfaulował Łukasza Stasiaka, a sędzia Damian Kłos wskazał na „wapno” tym razem dla Gryfa. Poszkodowany Stasiak sam wymierzył sprawiedliwość i gospodarze wyrównali 1:1.

Do końca pierwszej połowy goście po strzałach Pawła Kubiaka i Dawida Wolnego mogli objąć prowadzenie, ale skuteczna interwencja słupskiego golkipera Michała Kędzi zastopowała ich strzały.

Na początku drugiej połowy Łukasz Stasiak umiejętnie wykorzystał swoją przewagę fizyczną, oddając strzał, ale golkiper gości, Majchrowski, zdołał wybronić jego uderzenie. W 51. minucie pierwszą swoją asystę zaliczył Dawid Wolny, wystawiając piłkę Sebastianowi Dei, który z 25 metrów uderzeniem po ziemi tuż przy słupku zaskoczył Michała Kędzię.

Tak więc biało-niebiescy znów objęli prowadzenie 2:1. Niesieni dopingiem gryfici na wyrównanie czekali 17 minut. Po indywidualnej akcji Damian Mikołajczyk ograł obrońców MKS-u, strzelił bramkę, wyrównując na 2: 2, i pucharowy mecz zaczął się ponownie od zera.

W 73. minucie po rzucie rożnym dla Gryfa głową do siatki trafił Kamil Pelowski, ale sędzia uznał, że zawodnik był na pozycji spalonej. Wprowadzony w 76. minucie przez Andrzeja Konwińskiego Marcin Niemczyk otrzymał podanie od Kamila Nitkiewicza i po charakterystycznej „kiwce” strzelił trzeciego gola. Kropkę nad „i” postawił w 90. minucie Sebastian Deja, którego piłka, uderzona z 25 metrów, przelobowała słupskiego golkipera, wpadając do bramki i ustalając wynik pucharowego meczu na 2:4.

Dla byłego pierwszoligowca mecz z Gryfem nie był spacerkiem, tak ocenił to szkoleniowiec MKS-u Kluczborka Andrzej Konwiński. Pytany o postawę czwartoligowca stwierdził, że największym zagrożeniem dla jego zespołu był rosły napastnik Łukasz Stasiak.

Gryf zakończył swoje zmagania na rundzie wstępnej Pucharu Polski, ale walczył i dał z siebie wszystko.

Skomentuj