LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Stolem lepszy od Gryfa

0

W 27. kolejce piłkarze Gryfa Słupsk odnotowali kolejne niepowodzenie na własnym stadionie. Podopieczni Grzegorza Bednarczyka przegrali ze Stolemem Gniewino 0:1.

Spory zawód sprawili swoim sympatykom piłkarze Gryfa Słupsk, którzy po zwycięstwie 2:0 w Starogardzie Gdańskim tym razem nie wykorzystali atutu własnego boiska i zeszli z niego pokonani przez zespół z Gniewina. Przez pierwsze 15 minut słupszczanie nie pozwalali rywalom na wiele. Efektem była składna akcja Damiana Mikołajczyka z Danielem Piechowskim, który strzelił gola, ale sędzia odgwizdał pozycję spaloną. Spodziewano się dobrego meczu i kolejnych akcji gryfitów. Stało się jednak inaczej. Zespół zaczął grać jakby z przymusu. W drużynie Stolemu natomiast, która doznała trzech porażek z rzędu, panowała pełna mobilizacja i wola wywiezienia korzystnego rezultatu ze Słupska. Na efekt tego długo nie trzeba było czekać. W 34 minucie Maciej Koszałka ograł trzech zawodników Gryfa i zagrał idealnie do Kamila Patelczyka, który będąc sam na sam strzelił płasko z 12 metrów i nie dał szans słupskiemu golkiperowi Michałowi Kędzi. Piłkarze Stolemu mieli jeszcze dwie okazje do podwyższenie wyniku. Najpierw po rzucie wolnym i strzale Dominika Stencla Michał Kędzia wypuścił piłkę z rąk, ale zdołał to wybronić. Później minimalnie obok słupka uderzył Koszałka.

W drugiej połowie przez dwa kwadranse goście byli zespołem, który miał pełną kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Dopiero w ostatnich piętnastu minutach nastąpiło przebudzenie gryfitów. Najpierw Damian Mikołajczyk dośrodkowywał z lewej strony, a z 6 metrów uderzył Tomasz Ślusarz trafiając w słupek. Dobrym zagraniem popisał się Daniel Piechowski, który prostopadle zagrał do Damiana Tofila, a ten uderzył w długi róg. Niestety dla gospodarzy, jego strzał zdołał odbić golkiper gości, Jakub Olszowiec. Również Szymon Schulz był bliski wyrównania, ale strzelił z 20 metrów tuż nad poprzeczką. Ostatnie pięć minut trójkolorowi grali w przewadze, ale nie potrafili zmienić rezultatu tego spotkania i ostatecznie przegrali 0:1.

Po kolejnym meczu przegranym na własnym boisku trener Grzegorz Bednarczyk nie miał powodów do zadowolenia. Za największą przypadłość swojej drużyny uznał proste błędy, które skutkują utratą bramki. Potem trzeba gonić wynik, a to umożliwia przeciwnikowi nastawienie się na zmasowaną obronę i kontrataki, co na tak ciężkim boisku, jak to przy Zielonej, jest taktyka skuteczną. Zabrakło też skuteczności, bo były okazje przynajmniej na wyrównanie.

Pierwszą połowę słupszczanie zagrali bez większego zaangażowania. Byli wyjątkowo mało aktywni. Zdaniem Grzegorza Bednarczyka jego drużyna starała się konstruować akcje od własnego pola karnego, grać piłką. Po jednym błędzie wynik się zmienił i przeciwnik starał się wybijać słupszczan z uderzenia. Nawarstwiło się też zmęczenie granymi co trzy dni meczami. Kadra Gryfa jest szczupła (16 zawodników) i nie udało się w pełni zregenerować sił. Zawodnikom jest przykro, że przegrali u siebie, ale – jak zapowiada trener – za kilka dni już następny mecz. Też z drużyną z górnej części tabeli i słupszczanie postarają się sprawić niespodziankę.

O tę niespodziankę może być trudno, bo Gryf w sobotę, 13 maja o godzinie 11, grać będzie w Pelplinie z wiceliderem IV ligi, Centrum Pelplin. Oby wieści z tego meczu usatysfakcjonowały słupskich kibiców.

Skomentuj