LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Parkingi do podziemi?

0

W Słupsku trwa ożywiona dyskusja na temat wyższości inwestycyjnej murali nad chodnikami lub odwrotnie. Pomijana jest zupełnie kwestia parkingów na osiedlach mieszkaniowych. Tymczasem, zgodnie z coraz popularniejszym ratuszowym hasłem, wszystkie te problemy powinny być rozwiązywane kompleksowo.

Około 650 aut rejestruje się przeciętnie w Słupsku w każdym miesiącu. Rocznie przybywa ich zatem ponad 6 i pół tysiąca. Przybywa ich również w powiecie słupskim, a wielu ich właścicieli pracuje w Słupsku i na czas pracy tutaj je parkuje. Słupsk nie jest wyjątkiem, jeżeli chodzi o brak miejsc parkingowych. Szczególnie dotkliwie odczuwają to mieszkańcy osiedli mieszkaniowych, którzy miejsca wokół siebie mają bardzo dużo, ale miejsc dla aut niewiele. Posesje przy ulicy Arciszewskiego mają swoje wewnętrzne ogródki, a więc dużo zieleni, ale projektant modernizacji tej ulicy zamiast przydomowych parkingów zafundował im róże po obu stronach jezdni i znak zakazu postoju powyżej jednej minuty.

O pomstę do nieba woła sytuacja na Zatorzu. Osiedla powstawały na przełomie lat 60. i 70. minionego wieku, a nowsze bloki pochodzą z lat 80. Przypisane do nich miejsca parkingowe pochodzą z czasu, kiedy samochody były luksusem, czyli w posiadaniu nielicznych obywateli PRL-u. Teraz sytuacja zmieniła się diametralnie. Dzisiaj nie ma problemu z nabyciem auta – problem jest z jego ustawieniem na parkingu. Na dodatek parking przy jednym z supermarketów przy ul. Banacha od lutego przestał być całkowicie bezpłatny – po 45 minutach trzeba już wykupić bilet w parkometrze. Miasto negocjuje z właścicielem tego terenu możliwość bezpłatnego parkowania aut po godzinach handlu.

Powiększa się strefa płatnego parkowania. Przeważnie kosztem chodników. Po prostu maluje się na nich linię i oto mamy miejsca parkingowe. Ale już nie spacerowe.

Nie jest to jednak systemowe rozwiązanie problemu. Nie jest to to też tylko kwestia jednej czy drugiej spółdzielni mieszkaniowej, Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej lub ZIM-u, które na ogół administrują terenami osiedli mieszkaniowych. To jest problem całego miasta, w którym ktoś musi podjąć konkretną decyzję: tereny zielone – tak, ale nie aż tak rozbuchane, jak to ma miejsce np. na Zatorzu, osiedlu Hubalczyków czy Niepodległości. Gdyby trawniki na Zatorzu, które pokazujemy, zmniejszyć o połowę, to i tak zieleni zostałoby dużo. Tym bardziej że drugą stronę ul. Sobieskiego zajmuje kilka hektarów ogródków działowych. Trzeba przygotować miejsca parkingowe dla samochodów, których z każdym dniem w mieście przybywa. Przed taką decyzją się nie ucieknie. Do porozumienia muszą tu dojść wszyscy administratorzy i właściciele terenów na osiedlach mieszkaniowych. Na problem należy spojrzeć perspektywicznie, w kategorii 20 czy 30 lat, a nie w ramach jednej kadencji zarządu czy samorządu. A może czas najwyższy zejść z parkingami pod ziemię, jeśli na powierzchni dbamy w pierwszej kolejności o zielone kliny i ściany z muralami?

Skomentuj