LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Klucka jesień

0

W urokliwym pejzażu skansenu w Klukach jesień żegnała lato. Wydarzenie to odsłoniło przed odwiedzającymi muzeum gośćmi sceny z życia dawnych mieszkańców wsi słowińskiej, którzy o tej porze czynili już pierwsze przygotowania do nadchodzącej zimy. Zaproszenie muzealników przyjęły także zespoły ludowe, które prezentowały na kluckiej scenie pomorskie zwyczaje żniwne.

Dla rybaków z Kluk ziemia i jezioro żywiły ich rodziny, dawały im także utrzymanie. Każda czynność, którą wykonywali w gospodarstwie, miała charakter niemal obrzędowy. Odbywała się w poszanowaniu tradycji wiążącej mądrość gospodarską i szacunek dla ojców.

Ale i mieszkańcy Kluk otwarci byli na nowości, które niósł ze sobą postęp techniczny. Warto wspomnieć, że już w 1935 roku wieś została zelektryfikowana. Co za tym – pojawiły się nowoczesne maszyny. Tuż przed wojną w zagrodach kluckich stanęła młocarnia Standardwerk W. Schulze z Hanoweru, zasilana prądem, dzięki której ziarna z kłosów zbóż trafiały wprost do worków podczepionych pod maszynę. Dalej dojrzałe ziarna przewożone były do młyna, by na koniec z powstałej z nich mąki gospodynie mogły według tradycyjnej receptury upiec rumiane bochny chleba.

Z pożytkiem wykorzystywano też inne maszyny. Stworzona niegdyś na wzór dzisiejszych snopowiązałek zgrabiarka Kruppa ułatwiała gospodarzom z Kluk wiązać z pozostałości po młocce baloty słomy. Sznury do ich zwijania, ale i do wielu innych celów gospodarskich, wyrabiano z lnu. Im większy pakunek miały spiąć lub większy ciężar udźwignąć, tym mocniejszy musiał być postronek. W zależności od potrzeb pleciono sznury o grubości od dwóch do sześciu czy dziesięciu lub więcej nitek w specjalnie do tego zadania skonstruowanym przyrządzie.

Czas kluckim mieszkańcom odmierzał kalendarz przyrody. To według niego wybijał się rytm życia we wsi. Koniec lata był początkiem przygotowań do zbliżającej się zimy…

Po żniwach – przychodziła pora na prace konserwacyjne w obejściach. Rybacy smołowali swoje łodzie, by mogły służyć wiosną, kiedy lód zejdzie z jezior. Szyto nowe sieci i naprawiano zniszczone, rozpinając je w zagrodach.

W ostatkach ciepłych promieni jesiennego słońca dosychał torf, który – wydobywany z ziemi w początkach maja – stanowił opał na całą zimę. Przy każdej chałupie piętrzyły się więc stosy torfowych kostek, które pozwalały mieszkańcom przetrwać najmroźniejszy czas.

W tym samym późnym słońcu na zewnętrznych ścianach chat suszyły się bukiety rozmaitych ziół, którymi później na co dzień doprawiano potrawy.

W lżejszych pracach, w zbieraniu chrustu, wyręczały rodziców dzieci. Drobne gałązki krzewów służyły do rozpalania pod kuchnią. Zawczasu przygotowane na zimę drewno, które gospodarze pozyskiwali z pobliskich lasów, od dawna leżakowało pod zagrodowymi zadaszeniami.

Uśpione już nieco o tej porze ule troskliwie zabezpieczali gospodarze. Wcześniej pracowite pszczoły sprawiły swoje zadanie – na zimę ludzie dostali zapasy miodu.

A że Kluki to wieś rybacka, na stołach nie mogło zabraknąć ryb. Najsmaczniejsze przyrządzano w przydomowych wędzarniach, w dymie olchy, buku, czasem dębu lub czereśni. Palenisko co jakiś czas schładzane było wodą, aby utrzymać właściwą temperaturę w wędzarnianej komorze.

Kiedy kończyły się zbiory buraków cukrowych, czyniono z tych warzyw zapasy melasy, słodzącej zimą napoje i potrawy. Do rozdrabniania i miażdżenia bulw buraczanych służyła specjalna maszyna.

O tej porze wyrabiano też wędliny, kiełbasy i inne mięsne specjały, które ku uciesze łakomych schły nad kuchniami, inne zaś trafiały do wędzarni. Właściwie przechowywane stanowiły dla kluckich rodzin zapasy na długi czas.

Gospodarze pamiętali także o zwierzętach, które pomagały im w pracy. W jednej z zagrodowych komór drobiono słomę. Wyściełano nią potem stajnie czy obory. Sieczkarnia, którą nawet dzieci z niewielką pomocą dorosłych potrafiły obsłuży, szatkowała także rośliny zielone na paszę dla przydomowych zwierząt.

Porządek w obejściu, zapasy jedzenia w piwniczkach, opał na zimę i zadbany dom syciły oko gospodarza. Kiedy bocianie gniazda pustoszały, a strychy zapełniały się sianem, znak, że jesień pożegnać musi lato…

Sentymentalna podróż do wsi słowińskiej z początków ubiegłego wieku zachęcała odwiedzających muzeum gości do poznawania historii i kultury ludności pomorskiej żyjącej nad jeziorami Gardno i Łebsko. Pożegnanie lata w Klukach zorganizowane zostało przez Muzeum Wsi Słowińskiej. Klucka impreza odbywała się pod nazwą „Jesień się pyta, co lato zrobiło”.

Reporter: Joanna Wojciechowicz-Bednarek.
Zdjęcia: Andrzej Szczepański, Ryszard Hetnarowicz.

Zasoby archiwalne 2014-2017 TV Kanał 6.

Skomentuj