LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Działania pozorne

0

Kultura i oświata, to dwie dziedziny życia, na których – poza medycyną – wszyscy się znają i na ich temat zawsze mają coś do powiedzenia. Począwszy od popularnego apelu „więcej kultury, chamie!”, a skończywszy na subtelnej ocenie poziomu edukacji rozmówcy w rodzaju „kto cię uczył, jołopie?!” Rzecz jasna, to najłagodniejsze z możliwie dosadnych zwrotów i w słowniku – nie tylko ulicy – wypierane przez znacznie bardziej miażdżące interlokutora i jednoznaczne sformułowania.

Debatowanie, dyskutowanie i wskazywanie wzorców ma być remedium na wszelkie niedoskonałości w tych dziedzinach. Słupsk zaczyna w tym przodować. I to na skalę krajową! Debata o przyszłości szkoły ściągnęła nawet tuzy z ministerstwa! W Słupskim Inkubatorze Technologicznym pojawiła się Marta Czaplińska, szefowa zespołu strategicznego samej pani minister. Ciekawe, że jako specjalistka od public relations potępiła w czambuł dotychczasowe modele kształcenia i błysnęła wizją konieczności kształcenia… wizjonerów, kreatorów, indywidualności śmiało wybiegających w przyszłość. W tym steku sloganów nie pojawił się żaden konkret na temat zbieżności ministerialnych działań z odważnie głoszonymi ideami. Żaden konkret na temat odejścia od testowego schematyzmu w kształceniu przeciętniaków i ludzi, których przyszłość uzależniona jest od postawienia krzyżyka w miejscu jedynie słusznym. Co gorsza, pani strateg Czaplińska przeżyła rozdwojenie jaźni. Reprezentantka instytucji stojącej na straży obowiązującego systemu edukacji wypowiadała się… przeciwko niemu! Czyli, idąc w interpretowaniu takiej postawy na skróty, nakłaniała nauczycieli do wyłamywania się ze schematu kształcenia. Zapomniała tylko dodać, że państwo nie przyjmie od pedagogów takiego produktu ich pracy, bo nie będzie stanowił spolegliwego elementu systemu!

Widać, że namawianie do buntu jest charakterystyczne dla rozdwojonej jaźni… strażników porządku. Bo jak inaczej postrzegać słynne wypowiedzi prezydenta miasta podczas spotkania z młodzieżą w zbitce z ideą tworzenia kolejnego aktu normatywnego – Miejskiego Kodeksu Dialogu? A może jest to próba wyznaczania dodatkowego obszaru… buntu? A może to kolejne działanie pozorowane? Tak samo, jak wszelkie debaty, dyskusje i konsultacje? Jedyna korzyść z nich to impuls dla urzędników do tworzenia – czego przykładem oświatowa debata – kolejnego schematu, dzięki któremu będzie można kontrolować i regulować kolejny proces.

Tak czy inaczej, jeśli wszystko ma podlegać normalizacji i schematyzacji – a w pewnym sensie także inwigilacji – to w pierwszej kolejności powinno się eliminować prawodawców i stróżów prawa o rozdwojonej jaźni. Kiedyś nazywano ich… prowokatorami! Bo co byś przy nich nie powiedział i tak odwróci się przeciwko tobie.

Ryszard Hetnarowicz

Skomentuj