LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Ten feminizm, ten feminista

0

Od kiedy Robert Biedroń zagościł w naszym mieście, uaktywniły się środowiska wyniesione na piedestał poprawności politycznej. A choć wcale nie mają większości w środowisku, wygląda na to, że chcą występować w roli awangardy społecznej, kształtującej jedynie słuszne wzorce zachowań. Mowa o feministkach, a w zasadzie – feministach.

Rzecz nie z piedestału, raczej żartobliwa, jednak skłania ku refleksji nad zmianami, jakie w imię parytetu płci słupskie feministki proponują. Akcja „Bukiet feministów” skupiła moją uwagę ze względu na panów, którzy wzięli w niej udział. Pominę wykładnię teoretyczną, która akcję miała tłumaczyć, tę przedstawiła mediom pomysłodawczyni – prezeska CIO. Można się z nią zgadzać lub nie – na wojnę z feministkami nie idę. I trzeba przyznać, że choć prezentowana przez nie ideologia wzbudza dziś spore kontrowersje, to u zarania ruchu hasła na rzecz równouprawnienia kobiet były słuszne.

Ale do rzeczy. Akcję na Dzień Kobiet wsparło kilkunastu panów znanych mieszkańcom Słupska. Każdy z nich trzymał tekturkę z wybranym hasłem, choć nie przez siebie wymyślonym, np.: „Chcę szczęścia dla mojej córki. Jestem feministą”, „Szanuję kobiety. Jestem feministą”, „Chcę dobrego życia dla mojej córki. Jestem feministą”. Mężczyźni ci nie nazywają siebie ojcami, choć przecież nie wyrzekają się córek. Feminista jawi się nam jako ucieleśnienie szczytowej formy feminizmu. Można zaryzykować, że w tym kontekście jego żeński odpowiednik – feministka – wypada dość blado. Tymczasem dzielni panowie odsłaniają swoje ojcostwo w nowoczesnej pinakotece: feminista socjolog, feminista dziennikarz, feminista informatyk itd…

Można odnieść wrażenie, że po drodze do różnego rodzaju parytetów amputowane zostały relacje pomiędzy rzeczywistością a językiem, który tę rzeczywistość opisywał. Okazuje się, że nie wystarczy być człowiekiem przyzwoitym, by wyrazić swoją troskę o bliźniego. I nie wystarczy miłości ojca, by właściwie zaopiekować się swoim dzieckiem. Do tego potrzeba większego wtajemniczenia. Tę superwartość posiada jedynie feminista. Taka deklaracja ma upewniać innych o ponadprzeciętnych wrażliwościach społecznych mężczyzny.

Mam nadzieję, że poza kilkunastoma feministami pozostaną jeszcze ci, którzy nie stracą orientacji wśród parytetów i światopoglądowych szufladek. Tam, gdzie obowiązuje ideologiczna recepta, pojawia się też niebezpieczeństwo, że mowa przerodzi się w bełkot. A wtedy trudno uniknąć nieporozumień. Chyba że nie porozumiewając się. Swoją drogą, ciekawe, czy w imię solidarności z mężczyznami i równego traktowania płci feministki równie żarliwie manifestowałyby… maskulinizm?

Joanna Wojciechowicz-Bednarek

Skomentuj