LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Konflikt z mocy ustawy

0

Słupsk to dumne miasto, mówił zwycięzca II tury wyborów prezydenckich podczas konferencji prasowej przed ratuszem. Ilu umysły rozpalał? Najwyżej jednej trzeciej uprawnionych do głosowania – którzy „dumnie” mieli stanowić o pomyślności miasta, wskazując w ostatnich wyborach samorządowych wybrańców do sprawowania władzy.

Dogrywka prezydencka wzbudzała sensację głównie za sprawą osobliwej postaci Roberta Biedronia, posła od dawna rozpoznawalnego dzięki mediom krajowym. Nie bez wpływu na zachowania wyborców pozostawał także otwarcie definiowany przez Biedronia homoseksualizm, chociaż w kampanii nieprzywoływany. Tak więc przybysz to kontrowersyjny, za to z plakietką pobratymca oferującego pakiet superwartości: lojalności, uczciwości, transparentności działań, dbałości o mieszkańców i miasto, gospodarności i oszczędności. To dlatego gościnni mieszczanie do miasta średniego wędrowca wpuścili i obdarzyli go najwyższą godnością. Nad Słupskiem powiały transparenty: Nareszcie zmiana! Wzięliśmy oddech.

Ale wtedy pojawił się problem: aspiryną na niedomagania miasta nie jest sam prezydent ‒ czarodziej. Potrzeba współdziałania z radnymi, siły politycznej, zespołu partnerów. Z poparciem dwóch osób w radzie trudno sprawować władzę w mieście. Trzeba szukać sojuszników. Do głosu znów więc doszli krewni i znajomi królika. Ratuszowi urzędnicy jak jeden mąż stawili się do dyspozycji nowego prezydenta. Nie tylko trzymająca pieczę nad miejskim skarbcem Dorota Bałukonis zachowała swój urząd, ale i sekretarz miasta, Agnieszka Nowak, prawa ręka krytykowanego otwarcie przez Roberta Biedronia byłego prezydenta. Andrzej Kaczmarczyk, człowiek z układu Kobylińskiego, także znalazł się na liście płac nowego zarządcy ratusza. A przy tym APR – choć zdaje się być bliska rozwiązaniu – nadal promuje swoje działania, zaś jej szef ze spokojem kalkuluje nienaruszalność służby urzędniczej. Do tego dochodzi Krystyna Danilecka-Wojewódzka – ideowo lewicowa, z dawnego obozu Macieja Kobylińskiego – nowo mianowana przez Roberta Biedronia wiceprezydent z rozdziału parytetu płci. Fakt, tu zaszła zmiana.

Kierując się ku sednu sprawy, przeprowadzona dwuetapowo – w 1990 i 2002 roku – reforma samorządowa zdaje się – pomimo ponad pięćdziesięciu wprowadzonych do niej poprawek – szwankować. Pierwsza legislacja mocno sadowiła w pozycji decydentów radę miejską, powierzając jej wybór ze swojego gremium wójtów, burmistrzów i prezydentów. To rada podejmowała wtedy najważniejsze decyzje. Ale już rok 2002 wprowadza pochodzący z wyborów powszechnych jednoosobowy organ wykonawczy gminy – wójta, burmistrza i prezydenta, dygnitarzy całkowicie niezależnych od rady. I tu – jak w wypadku Słupska – pojawia się konflikt: prezydent prezentuje inne preferencje polityczne niż większość radnych. Na ile realne wydają się więc zmiany tubalnie zapowiadane przez Roberta Biedronia w kampanii, trudno powiedzieć. Gorzej, że rada miasta, mając tak naprawdę mało skuteczne kompetencje uchwałodawcze – o czym przekonuje choćby niewykonanie przez byłego prezydenta uchwały nakazującej rozwiązanie APR – mogłaby pozostać w konflikcie z nowym włodarzem Słupska. A to niczemu dobremu nie służy, o czym niejednokrotnie mogliśmy przekonać się w przeszłości. Czy więc możliwa jest koabitacja? Możliwa, choć mało realna.

JoannaWojciechowicz-Bednarek

Skomentuj