LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONÓW SŁUPSKIEGO I LĘBORSKIEGO

Układ z nowego rozdania?

0

Druga tura wyborów prezydenckich przebiega w Słupsku pod znakiem rywalizacji dwóch posłów – Zbigniewa Konwińskiego i Roberta Biedronia. Już skład tej pary był dla wielu słupszczan zaskoczeniem, a dla dużej części wręcz nie do zaakceptowania. Zastanawiano się, jak będzie wyglądała współpraca przyszłego prezydenta z radnymi. Wiadomo było, że ani Konwiński, ani Biedroń nie mogą liczyć na samodzielne rządzenie w mieście. Szczególnie ten drugi, którego komitet wyborczy do rady wprowadził zaledwie dwóch rajców. Ale nawet dziewięć mandatów Konwińskiego nie dawało poczucia bezpiecznego forowania prezydenckich pomysłów. Krótko mówiąc, trzeba było szukać koalicjantów.

Liderzy ugrupowań wyborczych i partii, którzy przepadli w wyścigu o prezydenckie stanowisko długo zapewniali, że nie zamierzają popierać żadnego z pozostałych w grze kandydatów. Na trzy dni przed wyborami okazało się jednak, że było to klasyczne mydlenie oczu swojemu elektoratowi. Ale nie tylko! Również członkom komitetów wyborczych i kandydatom na radnych!

Uchodzące za partię opozycyjną PiS – ze swoim liderem Robertem Kujawskim na czele – odżegnywało się jak mogło od rządzącej Platformy Obywatelskiej. Do czasu! Magia obietnic, z których PO słynie, zrobiła swoje i skusiła Kujawskiego do jednoznacznego poparcia kandydatury Zbigniewa Konwińskiego. I chyba nikt z obserwatorów słupskiej sceny politycznej nie będzie zdziwiony, gdy po wyborze Konwińskiego na prezydenta jego pierwszym zastępca zostanie Kujawski. A jeśli przyszły prezydent nie dotrzyma prawdopodobnej obietnicy? Też, z punktu widzenia PO, nic się nie stanie, bo siedem głosów PiS w radzie będzie się musiało mierzyć z przynajmniej trzynastoma koalicji PO ze Słupskim Porozumieniem Obywatelskim. I po to SPO zostało zaproszone do tego tańca, który dla niektórych może stać się politycznym danse macabre.

Liderowi SPO, Andrzejowi Twardowskiemu, do zmiany frontu wystarczyła wizyta w Słupsku Grzegorza Schetyny, jego – jak sam wielokrotnie deklarował – bliskiego kolegi. W kuluarach mówi się, że prośba obecnego ministra spraw zagranicznych pozbawiła lidera SPO pamięci i pchnęła w ramiona PO. Pamięci o czym? A chociażby o sytuacji kolegi z jego komitetu wyborczego Macieja Maraszkiewicza, którego radni PO z wielkim medialnym hukiem pozbawili przynależności do ich klubu. Za co? Właśnie za przyłączenie się do ugrupowania Twardowskiego.

Zastanawiać musi, dlaczego tak głęboko zakorzenieni w Słupsku działacze nagle skrzyknęli się przeciwko „obcemu”? Czego tak zaciekle muszą bronić, że postanowili za nic mieć swoich wyborców, a swoje obietnice i deklaracje zamienić w papier toaletowy? Musi być coś na rzeczy w twierdzeniu, że ratusz kryje nie tylko prezydenckie i urzędnicze tajemnice. Że są wśród nich i takie, które dotyczą osób piastujących władzę uchwałodawczą i z władzą współpracujących. Jak należy przypuszczać, kilku ludziom z otoczenia tego trójprzymierza mogłaby się stać krzywda, gdyby do władzy doszedł „obcy”, czyli Robert Biedroń. Człowiek nie mający w Słupsku żadnych układów, żadnych interesów, a na dodatek wspierający się ludźmi, którzy o kulisach słupskiej władzy sporo wiedzą. Lepiej się zabezpieczyć i sprzymierzyć, żeby dotychczasowy podział ról nie został nadwerężony! A jak zagrożenie minie, to przyjdzie czas przypomnienia słupszczanom, jaki układ obowiązuje! Czyli kto tu rządzi, kto jest opozycją, a kto prężnym działaczem.

Pozostaje tylko pytanie, czy wyborcy pójdą ścieżkami wskazanymi przez swoich przywódców? I jak dalece utożsamiają się z ich ideami.

Ryszard Hetnarowicz

Skomentuj